W książce Anny Kapes nierealne łączy się z realnym – wszystko staje się możliwe.
Rick Maverik to umarlak, prawdopodobnie zombie. Nie rozumie, dlaczego znalazł się w trumnie. Nie jest nawet pewien swojej śmierci. Oszołomiony i zestresowany nową dla niego sytuacją, zapominał także, co robił za życia – tego prawdziwego życia. W rozwianiu wszelkich wątpliwości związanych z trafieniem pod powierzchnię ziemi, pomaga mu niejaki pan Julio Antonio Fernando Antonio de Guillermo Cassivegna. Kim jest zatem ten wszechwiedzący „pan”? J.A.F.A.G.C, w uproszczeniu p. Julio bądź p. Cassivegna był czerwcem – ale nie miesiącem, lecz robakiem. Pan Julio zjadający szczątki umarłych buntowniczo podkreślał, że jest czerwiem, nie czerwcem. Trzeba przyznać, że mimo wielu dziwactw ten Cassivegna był czerwcem z zasadami – jadał tylko całkowicie umarłych, zombiaków nie preferował.
Gdyby nie pan Cassivegna, Rick Maverick nie dowiedziałby się niczego o sobie. To właśnie dzięki czerwcowi poznał krwawą opowieść o ostatnich minutach swego życia. Od tej pory przez pierwsze dni po opuszczeniu trumny, Rick nosił na ramieniu swego małego przyjaciela, który pomimo swego rozmiaru stanowił dla niego niejaką ochronę. Widok tych dwojga musiał być komiczny – spacerujący zombiak z robaczkiem na ramieniu.
Mały, cwany i wszechwiedzący przyjaciel siedzący na ramieniu zombiaka wielokrotnie podpowiadał umarlakowi, co ma odpowiadać ludziom, co ma w danej chwili zrobić, by na nowo nie paść ofiarom swych oprawców. Lecz Rick Maverick postanawia iść własną drogą i opuścić swego czerwca, nie zważając na czyhające zewsząd zagrożenia w bardzo niebezpiecznej miejscowości.
Anna Kapes ukazała nową wizję zombiaków, a Rick Maverick jest właśnie tego przykładem. Dobry, walczący o sprawiedliwość, wyznaczający sobie misję do spełnienia – chce zbawiać świat. Trzeba przyznać, że autorka dokonała wszelkich starań, by wykreować postać Mavericka i bohaterów towarzyszących jego przygodom. Niektóre absurdalne nazwy miejscowości, ulic, imienia, nazwiska i absurdalne fakty sprawiają niezłą zabawę podczas czytania. Akcja jest dynamiczna, fabuła dość pogmatwana.
W mojej ocenie ta pozycja jest średnio ciekawa, choć może to wynikać z tego, że preferuję inne gatunki literackie. Lekturę czytałam z zaciekawieniem, zauroczyłam się początkiem znajomości Mavericka z robakiem, a także – samą postacią Ricka. Na tym skończyłabym wymienianie zalet. Nieco zraziła mnie mnogość absurdalności, dziwnych, długich nazw, które moim zdaniem nic nie wnosiły do lektury, lecz ją komplikowały.
Ewelina Grzesiuk
(ewelina.grzesiuk@dlalejdis.pl)
Anna Kapes, „Martwe ciało Mavericka”, wyd. Novae Res, Gdynia 2017
Komentarze