Opis z okładki kusi - „(...) architektura, która nie pozwala oderwać wzroku, kuchnia pachnąca całym światem i ludzie najbardziej wyluzowani ze wszystkich, jakich spotkałam na swojej drodze”. Po takiej zapowiedzi spodziewałam się barwnej opowieści o cudownym kraju-kontynencie, jakim jest Australia. Dodatkowym znakiem jakości było dla mnie wydanie książki pod znakiem National Geographic. A jak wypadło zetknięcie moich oczekiwań z rzeczywistością?
Nie będę ukrywać tego, że po redaktorce naczelnej polskiej edycji National Geographic spodziewałam się wiele. Zanim książka "Australia" Martyny Wojciechowskiej trafiła w moje ręce, ustawiłam jej poprzeczkę dość wysoko. Nastawiłam się na interesującą, pełną przydatnych informacji, ale też przemyśleń autorki, podróż przez Australię. Pierwsze zaskoczenie nadeszło wraz z wzięciem książki do ręki. Przypomina ona bowiem nieco grubszą broszurkę.
Opis na okładce dodatkowo umocnił moje oczekiwania, ponieważ ewidentnie jest zapowiedzią książki o Australii, z małą wzmianką na temat ciekawej kobiety, którą na jej terenach poznała Martyna. Zaciekawiona i pełna dobrych myśli przystąpiłam do lektury. "Australia" zaczyna się krótką notką o historii tego kraju-kontynentu, przydatnymi informacjami oraz interesującymi ciekawostkami, którymi można zabłysnąć w towarzystwie. Możemy też przeczytać krótki tekst o sytuacji kobiet w Australii, co jest bardzo w stylu Wojciechowskiej i zdobyło moje uznanie. Jednak po niespełna czterdziestu stronach rozpoczynamy rozdział o "bohaterce", który okazuje kończyć się dopiero wraz z całą książką...
Czy sama postać owej bohaterki, Heather Swan, jest wystarczająco interesująca, by móc przeczytać o niej opowieść, pozostawiam do oceny każdej z Was. Patrząc jednak obiektywnie, jest ona po prostu nudna. Książka o Australii zamienia się w książkę o 40-letniej mistrzyni base jumpingu. Czułam się tym faktem mocno zawiedziona, nastawiałam się bowiem na pozycję podróżniczą. Może nie do końca typową, po części sfabularyzowaną, ale jednak o jasno określonej tematyce. W zamian dostałam mało interesującą opowieść o kobiecie uprawiającej sporty ekstremalne. Dodatkowo wszystko to okraszone opowieściami jej dzieci i zdjęciami niczym z rodzinnego albumu, których jest znacznie więcej, niż przepięknych krajów Australii.
Książkę „Australia” polecam jedynie osobom zainteresowanych sportami ekstremalnymi, takimi jak base jumping, lub osobą, które poznały już styl pisania Martyny i sobie go cenią. Dla mnie jednak jej osoba w wersji literackiej jest mało przekonywująca i nie sądzę, bym sięgnęła więcej po pozycje z jej mini-serii.
Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)
Martyna Wojciechowska, “Australia”, G+J, Warszawa 2013
Komentarze