Marzena Wilkanowicz w czterech odsłonach

Recenzja książki „Lan czyli orchidea”.
Córka, żona, matka i redaktor naczelna polskiej edycji magazynu ELLE.

Ostatnimi czasy niezwykle popularne stało się wydawanie książek przez znane osoby, „Lan czyli Orchidea” to w przeciwieństwie do większości showbiznesowych pozycji, literatura z wyższej póki. Ciekawa, wręcz egzotyczna, jak na polskie realia historia i znane nazwiska jak chociażby: Tadeusz Mazowiecki, Karol Wojtyła, Wojciech Mann czy Gosia Baczyńska, to połowa jej sukcesu. Taktowny, elegancki sposób przekazu pozbawiony sprzedawania swojej i cudzej prywatności jest gwarancją wartościowej lektury.

Czytając książkę Marzeny Wilkanowicz można odnieść wrażenie, że obok siedzi dawno niewidziana przyjaciółka, która zwierza nam się ze swoich smutków i radości, wzlotów i upadków. Choć historia, którą nas raczy wydaje się niekiedy być bajką, to autorka nie jawi się w niej jako księżniczka, lecz kobieta z krwi i kości. Opowiada historie swoich rodziców, wspomina dzieciństwo, okres dorastania, trudne wybory, wszystko to, co ukształtowało przyszłą redaktor naczelną polskiej edycji ELLE. Daje się poznać, jako ciężko pracująca na swoje sukcesy i uznanie redaktorka, matka dwójki dzieci, która przestawia się na życie rodzinne dopiero w weekendy. Nie kreuje się na nieomylną redaktor, która miewa wyłącznie trafione pomysły. Pisze otwarcie o redakcyjnych wpadkach ELLE, ale i wspomina sukcesy swojego zespołu, nie zapominając, by przedstawić jego członków z imienia i nazwiska. Płynnie przeprowadza czytelnika po redakcyjnych korytarzach. Czytając, da się odczuć napięcie związane z zamykaniem numeru, czy poznaniem ówczesnej pierwszej damy – Jolanty Kwaśniewskiej. Wspomina o trudnościach dopasowania treści ELLE do polskich realiów, stylistach amatorach, który dokonywali niemal cudów, by dostarczyć na sesję niepowtarzalne kreacje i początkujących fotografach modowych, mających jeszcze nikłe pojęcie o tym, jak robi się sesje z prawdziwego zdarzenia. „Dziś widzę, że to właściwie było szaleństwo: wydawać co miesiąc pismo z czterdziestoma stronami o modzie w kraju… bez rynku mody” – podsumowuje trudne początki Marzena Wilkanowicz.

„Lan czyli Orchidea” nie jest książką napisaną na siłę pod wpływem lukratywnej propozycji wydawnictwa. Marzena Wilkanowicz już na samym początku zaznaczyła: „Namawiano mnie do tego kilka razy twierdząc, że mam w garści wszystkie składniki potrzebne do dobrej historii. Szalona miłość moich rodziców, polsko-wietnamskie korzenie, cesarskie koneksje, środowisko krakowskie, trzynaście lat tworzenia polskiej edycji ELLE i wszystko to na tle wyjątkowych wydarzeń politycznych i przemian społecznych”. Cieszę się, że pani Marzena powiedziała w końcu wydawnictwu Znak – „Tak, napiszę” i myślę, że inni czytelnicy podzielą moje zdanie.

Iwona Bujak
(iwona.bujak@dlalejdis.pl)

Marzena Wilkanowicz, „Lan czyli orchidea”, Znak, Kraków 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat