Nikos miał swoje marzenie, chciał zostać lekarzem. Może nieco naiwne jak na chłopca wychowanego w biednym domu, w wiosce na zboczu góry Olimp. Jednak Nikos postanowił, że dopnie swego. Choć nie przeczytał wszystkich bestsellerowych poradników o wysyłaniu pozytywnych myśli, realizowaniu swoich marzeń, osiąganiu niemożliwych celów, to po części intuicyjnie, a po części zawdzięczając to mądrościom ludowym przekazywanym przez babcię, potrafił zastosować wiele technik. Mamy więc okazję podejrzeć, jak sprawdza się wizualizacja, wyznaczanie mniejszych celów pośrednich i dlaczego tak ważne jest ustalanie deadline’ów.
„Marzenia ponad miarę” to książka o spełnianiu marzeń, nawet jeśli wszystkim wokół wydają się one niemożliwe do realizacji. I choć powinna być pozytywna, uskrzydlająca i inspirująca, to w trakcie lektury okazuje się, że coś jest z nią nie tak.
Na początku nie wiedziałam, co mi w tej historii nie pasuje. Oto mam przed sobą zdeterminowanego bohatera, który ma swój własny pomysł na karierę w stylu od pucybuta do… lekarza. Bohatera, którego się podziwia za to, czego dokonał, pragnąc urzeczywistnić swój sen; bohatera, którego powinno się lubić. A jednak jakoś się nie lubi.
Nikos nie jest bowiem do końca bohaterem pozytywnym. Dla osiągniecia własnych celów gotów jest: manipulować, kłamać, wymuszać korzystne dla siebie rozwiązania kosztem innych osób. A najgorsze jest to, że on się tym najzwyczajniej w świecie chwali! Gdy główny bohater przekracza granicę dobrego smaku, wykorzystując napotkanych po drodze ludzi, mając żal do tych, którzy wykorzystać się nie dali i uważając, że należy mu się specjalne traktowanie, przyjemność z lektury gdzieś się ulatnia.
Czytałam „Marzenia na miarę” Doktora Nikt przechodząc od podziwu dla odwagi chłopaka, który nie wiedział nic, ale w swojej nieświadomości wierzył, że może podbić świat do frustracji spowodowanej tym, w jaki sposób zapatrzył się w swoje marzenie, przestając dostrzegać tych, którzy go otaczali. Poznani ludzie stawali się jedynie narzędziem, drogą do celu.
Może o tym właśnie miała być ta książka? Trochę inspiracją, a trochę przestrogą? Jeśli opisane w „Marzeniach na miarę” perypetie Nikosa są prawdziwe, daje ona do myślenia. A powiedzenie „po trupach do celu” zyskuje nieco bardziej wyrafinowane oblicze. „Marzenia na miarę” zapewne nie staną się lekturą obowiązkową, ale mogą zagościć w domowej biblioteczce jako współczesna przypowieść o realizacji marzeń i cenie, jaką trzeba za to zapłacić.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Doktor Nikt, „Marzenia na miarę”, Prószyński i S-ka, Warszawa, 2018 r.
Komentarze