Marzenia rodzą się niespodziewanie

Recenzja książki "W dojrzewającym słońcu".
„W dojrzewającym słońcu” to książka o marzeniach, które rodzą się niespodziewanie i za którymi warto podążać, bo dają poczucie spełnienia.

Powieść Patricii Atkinson, choć w zamyśle temat ciekawy i rokujący na opowieść pełną pasji, jest jednak tylko suchym i rzeczowym zapiskiem zdarzeń.

Autorce nie udało się przekazać nam tych uczuć, które dostrzegamy między wierszami. Podstawowym błędem było pozbawienie nas emocji, które niewątpliwie musiały nią targać. Spłycenie ich, pomijanie i lekceważenie było być może celowym zabiegiem, nadało jednak książce sztuczności i bezbarwności.

Patricia Atkinson, odchowawszy dzieci, postanowiła podążyć za marzeniami męża o zamieszkaniu we Francji. W szybkim czasie mały kawałek ziemi wraz z przylegającą doń winnicą, stał się nieodłączną częścią życia Patricii, jej miłością i marzeniem. Niestety, paradoksalnie był to także kres jej małżeństwa. Dzięki swej determinacji i silnej woli, postanowiła jednak pozostać w malowniczej francuskiej wiosce i zawalczyć o przetrwanie w zupełnie nowym środowisku. Ucząc się zupełnie od podstaw zarówno języka, jak i uprawy winorośli, poznaje nowy świat, pełen miłych i życzliwych ludzi, zawsze chętnie niosących pomoc. Poznaje też granice własnych możliwości, odkrywa potrzeby oraz określa nowe cele życiowe.

W powieści chwile szczęścia przeplatają się ze smutkiem, a śmierć z narodzinami. Historia Patricii to kwintesencja życia. Dojrzała kobieta odkrywa swe powołanie życiowe i tak jak winogrona rozkwitają co roku, tak i ona budzi się do życia. Zapuszcza korzenie w malowniczej wiosce, stając się w krótkim czasie jej nieodłączną częścią. Jej życie wyznaczane teraz przez pory roku, odchwaszczanie, przycinanie, nawożenie, zbieranie, czy fermentację staje się cyklem pełnym niespodzianek.

Niestety, Patricia nie zdecydowała się bardziej przed nami otworzyć. Pokazać emocje, duszę. Bez tego jej książka staje się dziennikiem, prezentacją faktów, a nie opowieścią o heroicznej walce z przeciwnościami losu. I tak czasem bywa, że choć historia interesująca, niekorzystnie wypada w skutek niewłaściwego jej przekazania.

Dosyć męczące dla osób, zupełnie nieznających francuskiego, będzie także duża ilość wtrąceń w tymże języku, często nieprzetłumaczonych. Choć nie są one istotne dla ogólnego odbioru treści i mają na celu zapewne wprowadzenie odpowiedniego klimatu, to jednak mogą wytrącać z rytmu czytającego.

Patricia Atkinson bardziej skupia się na opisie długotrwałego i niezwykle trudnego procesu produkcji wina, niż na własnych przeżyciach i odczuciach. Choć książka ciekawa, pozostawia pewien niedosyt. Mam nadzieję, że tę emocjonalną lukę, autorka zapełni kolejną powieścią o swym życiu w winnicy, która ma ukazać się niebawem.

Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)

Patricia Atkinson, „W dojrzewającym słońcu”, Wydawnictwo Literackie, Warszawa 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat