„Matka swojej córki” – recenzja

Recenzja książki „Matka swojej córki”.
Relacje matki i córki są trudne i zawiłe. Pełno w nich emocji – tych negatywnych i pozytywnych. Iwona Żytkowiak pokazuje nam, że każdą zerwaną więź uda się naprawić.

Bohaterkami historii „Matka swojej córki” jest Nina czyli tytułowa matka oraz jej córka Joanna. Poznajemy je w trudnym dla nich obu momencie. Matka ma problemy z alkoholem, choć ciągle broni się przed tą myślą udając, że ta choroba jej nie dotyczy. Żyje w związku z Lucjanem będącym jej drugim mężem. On na każdym kroku pokazuje Ninie swoją wyższość. Po kolejnej awanturze kobieta wychodzi z mieszkania i odwiedza bliskie jej miejsca i ludzi. To również „podróż w głąb siebie”. Znajome osoby nie szczędzą bohaterce gorzkich słów prawdy o dotychczasowym życiu.

Joanna pomimo wielu obowiązków stara się na każdym kroku pomagać matce. Ma do niej żal za nieprzyjemne wspomnienia z dzieciństwa. Ale chce jej pomóc, przez co sama ma problemy rodzinne. Czy dwie dorosłe kobiety z bagażem doświadczeń są w stanie sobie wybaczyć i próbować zacząć żyć w zgodzie?

Iwona Żytkowiak w „Matce swojej córki” przedstawia życie bliskie ogromnej rzeszy kobiet. Niezależnie od wieku. W literaturze często idealizuje się matki jako te oddane dzieciom, wielbiące obowiązki domowe. Tu znajdziemy obraz matki – kobiety szukającej miłości, ciepła, wsparcia, akceptacji.

Lidia Brzezicka
(lidia.brzezicka@dlalejdis.pl)

I. Żytkowiak, „Matka swojej córki” , Wydawnictwo Prószyński i S-ka 2017.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat