„Mąż zastępczy” – recenzja

Recenzja książki „Mąż zastępczy”.
Kiedy kończy się związek wydaje się, że wraz z nim kończy się życie.

A co, jeśli ten kolejny etap okaże się początkiem czegoś nowego? Na to pytanie odpowiedział bohater powieści Joanny M. Chmielewskiej, „Mąż zastępczy”.

Piotra poznajemy w momencie, kiedy jego świat sypie się jak domek z kart: żona zostawia go dla innego, a na dodatek okazuje się, że tym trzecim jest jego własny szef. Z wiadomych przyczyn Piotr rezygnuje z pracy. Mylić się jednak będziemy, myśląc że Piotr postąpi jak typowy facet i z tej  rozpaczy zacznie po prostu pić. Otóż nie! Po pierwsze: Piotr ma uczulenie na alkohol, po drugie: to mężczyzna, który uważa, że jedynym sposobem na smutki jest praca. Przypadek sprawi, że jego nowa profesja stanie się pasmem ciekawych spotkań z masą nietuzinkowych ludzi.

Jako budowlaniec z zawodu, Piotr potrafi naprawić prawie wszystko. Ten fakt wykorzystała jego sąsiadka, której niespodziewanie zapchała się ubikacja. Piotr pośpieszył jej z pomocą, a sam został zainspirowany programem telewizyjnym o „panach do wynajęcia”. Nie byli to jednak mężczyźni do spotkań towarzysko-erotycznych, a po prostu „złote rączki”. W ten sposób bohater książki wpada na pomysł, by również zostać „mężem do wynajęcia”.

Piotrowi nie brakuje zleceń, przez co poznaje mnóstwo kobiet oraz ich niezwykłych i zwykłych historii. Tym sposobem, mężczyzna łapie nietoperza, pomaga ściągnąć kota z drzewa, maluje pokoje i skręca meble, a nawet pomaga w napisaniu kryminału. Poznaje osoby, którym ratuje związki, a jednej nawet życie. Naprawia nie tylko zepsute szafki, ale odnajduje zapomniane pasje, odkrywa talenty, leczy samotność. Wiele z tych kobiet widzi w nim nie tylko pomoc przy bardziej męskich zajęciach, ale przede wszystkim przyjaciela, kolegę do zadań specjalnych.

Przez ten ogrom cudzych zmartwień, przeróżnych perypetii, Piotr próbuje uwolnić się od wspomnień o byłej żonie i  jej marzeniu, którego nie mógł spełnić...

„Mąż zastępczy” to nieco banalna książka o nieporadnym mężczyźnie, który nadal wierzy w marzenia, sentymenty i przede wszystkim w ludzi. Jednak w tym banale i w tej prostocie, zawarta jest pewna prawda o nas samych. Każdy z nas bowiem potrzebuje drugiego człowieka, aby się wygadać, pożalić, razem pośmiać przed telewizorem. Joanna M. Chmielewska pokazuje czytelnikowi, jak szybko stajemy się samotni, a jak trudno nam zbudować nowe relacje. Przypomina również, że gdzieś niedaleko nas, jest masa dobrych i życzliwych ludzi, czasami wystarczy tylko podnieść słuchawkę i wykręcić numer.

Dagmara Ferenc
(dagmara.ferenc@dlalejdis.pl)

Joanna M. Chmielewska, „Mąż zastępczy”, Kraków, Wydawnictwo MG, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat