Meksykańska miłość po polsku

Recenzja książki „Meksykańska miłość”.
Zbyt duże oczekiwania najczęściej kończą się rozczarowaniem.

W niektórych przypadkach jakiekolwiek oczekiwanie są niepotrzebnymi nadziejami, których lepiej nie mieć przed zerknięciem na karty książki. Skończyłam czytać „Meksykańską miłość” i jestem rozczarowana. Prawdopodobnie z własnej winy i dlatego, że w polskiej literaturze oczekiwałam czegoś… meksykańskiego?

„Meksykańska miłość” to powieść (mam wątpliwości czy to właściwe słowo) młodej, polskiej autorki – Karoliny Pastuszak. Przedstawia historię równie młodej edytorki Aleksandry, która poszukując potrzebnej w jej życiu zmiany postanawia wyjechać na staż do Meksyku. Kobieta liczyła, że nowy kraj i latynoski temperament nowych towarzyszy pomogą odmienić jej życie. Jak zapewne się domyślacie – pomogły, już po starcie samolotu. W życiu Oli pojawia się trójka mężczyzn: poznany na pokładzie samolotu Louis, szalenie przystojny fotograf Santiago i z pozoru oschły szef Diego.

Po ostatnich złych doświadczeniach z książkami, mam zwyczaj unikania nowości wydawniczych polskich autorów, zwłaszcza tych nieznanych. Miałam nieodparte wrażenie, że każda kolejna prezentuje coraz niższy poziom. W tym przypadku: skusił mnie tytuł książki. Tytuł, który najbardziej rozczarowuje. Bo Meksyku nie ma (a nie wymagałoby dużo pracy i wiedzy wciśnięcie go do książki), miłość jest na poziomie gimnazjum (bohaterka to odzwierciedlenie moich gimnazjalnych stanów), język jest niczym z polskiego serialu (prosty, „miły” i łatwy w odbiorze, ale szalenie zwyczajny).

Dlaczego, pomimo swoich obaw, sięgnęłam po książkę „Meksykańska miłość” Karoliny Pastuszak? Chciałam zobaczyć Meksyk oczami Polki. Liczyłam na dokładniejszy opis kultury, zwyczajów czy miejsc charakterystycznych, nawet nie dla całego kraju, ale dla samego miasta. Znalazłam niewiele.

Zastanawiam się, co uznałabym za plus tej książki, gdybym miała wybaczyć jej moje rozczarowanie? Można polubić, mimo wszystko, główną bohaterkę. Zdecydowanie da się lubić mężczyzn wokół niej. Historia Aleksandry i jej towarzyszy również nie należy do najnudniejszych. Co więcej: przez kilka chwil można się zastanawiać nad pytaniem „A co gdyby wybrała tego drugiego?” Język książki sprawia, że czyta się ją szybko i przyjemnie. I to nie boli.

Podsumowując, komuś takiemu jak ja, nie śmiałabym polecić tej książki. Komuś bez skonkretyzowanych oczekiwań i bez miłości do Meksyku – czemu nie? W końcu, wbrew pozorom, to historia miłości jak z prawdziwej, o dziwo , nawet  dość ambitnej, telenoweli.

Milena Kwasek
(milena.kwasek@kobieta20.pl)

Karolina Pastuszak, „Meksykańska miłość”, Prozami 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat