Pomyślałam sobie, że może być zabawnie, tak jak mnie było zabawnie na wakacjach w Paryżu.
Niestety nie czytałam wcześniejszej „Merde! Rok w Paryżu”, ale wszystko przede mną. Tak czy inaczej, mimo że „Merde! W rzeczy samej” jest kontynuacją, to od pierwszej strony wiedziałam o co chodzi, nie odczułam żadnej dezorientacji czy poczucia, że zaczęłam poznawać jakąś historię od jej środka, a nie początku. Spędziłam w Paryżu zaledwie dwa dni, jednak tyle wystarczyło, abym zbudowała w swojej głowie obraz typowego Francuza i typowego francuskiego dnia. Wróciłam do Polski z wieloma spostrzeżeniami dotyczącymi zachowań mieszkańców Paryża i atmosfery tam panującej. Z radością przypomniałam sobie to wszystko dzięki książce. Czytając, doskonale się bawiłam i wiedziałam, co czuje bohater Paul West, złorzecząc na pozostawiającą wiele do życzenia kulturę jazdy samochodem po francuskich drogach, czy opowiadając o litrach wypitego francuskiego wina (nie, żebym również piła litrami… ja tylko degustowałam!).
Jednak, aby książka przypadła do gustu, wcale nie musicie się wcześniej wybierać w podróż do Paryża. Lektura może być także zabawnym przedsmakiem waszych wakacji we Francji. A jeśli wcale nie planujecie wizyty w tym kraju, to może „Merde! W rzeczy samej” kogoś do niej nakłoni lub… wręcz przeciwnie. Jest to w końcu niezłe merde… W rzeczy samej.
Główny bohater i jednocześnie narrator, Paul, jest ugotowany już na wstępie, gdyż spędza wakacje ze swoją dziewczyną u jej rodziców. Czyli, tak naprawdę, trudno nazwać ten czas „wakacjami”. Przypomina to raczej szkołę przetrwania i niezłą komedię pomyłek. Tym bardziej, że wszystko zaczyna się od tego, że Paul niszczy samochód swojego przyszłego teścia.
Fabuła nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jest dużo miłości, chwiejności uczuć, problemów zawodowych, nadmiar alkoholu i sytuacje wynikające z różnic kulturowych Brytyjczyków i Francuzów. Jednak w „Merde! W rzeczy samej” najbardziej ujął mnie fakt, że Paul mógłby mieć wypisane na czole: „jednoosobowa Loża Szyderców, zawsze do usług”! Jest także Brytyjczykiem, a mnie brytyjskim poczuciem humoru można kupić od razu. Będą również polskie smaczki, bo, jak wiemy, Polaków wyjeżdżających za granicę za pracą, jest wielu. Ale! Wcale nie będzie to polski hydraulik!
Hanna Kwaśna
(hanna.kwasna@kobieta20.pl)
Stephen Clarke, „Merde! W rzeczy samej”, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B., 2013
Komentarze