Męskie grzechy główne

Recenzja książki "Jak nie zabiłam męża, czyli babski punkt widzenia".
Tak jak nie ma idealnych ludzi, tak też nie ma idealnych małżeństw. Związek dwojga osób to niezwykle skomplikowane przedsięwzięcie, wymagające często zarządcy i ogromnych pokładów dobrych chęci.

Mąż to ciekawe zjawisko w życiu kobiety. Już jako dziewczynki marzymy o tym, jak będzie wyglądać nasz książę z bajki, a cały okres dojrzewania poświęcamy przypodobaniu się płci przeciwnej. Wtedy nie interesują nas tak banalne i prozaiczne sprawy, jak to, kto będzie sprzątał, gotował, czy zajmował się dziećmi. Przeżywamy bowiem etap zauroczenia, zakochania i snucia marzeń o bajkowej przyszłości, pięknym domu i gromadce uśmiechniętych dzieci. Prawda o trudnym życiu w związku, dopada nas najczęściej dopiero po kilku miesiącach, czasem latach. I może nas wtedy zwalić z nóg, bo nagle to, kto ma wyrzucać śmieci, prać, zmywać, czy sprzątać, staje się priorytetem. Urasta do rangi problemu, który może nawet otrzeć się o pozew rozwodowy.

Pomysł na uporządkowanie kwestii prac domowych, miała Mary, bohaterka powieści Christiny Hopkinson. Żona i matka dwóch chłopców, pracująca na pół etatu nieszczęśliwa miłośniczka porządku, poddaje swego męża trudnej próbie. Postanawia sporządzić listę wszystkich jego zasług i przewinień, od której to wyniku, zależeć ma przyszłość jej małżeństwa. Niezwykle skrupulatnie odnotowuje przez pół roku wszystkie błędy małżonka, lecz w zacietrzewieniu zatraca prawdziwy sens swego planu. Nie dostrzega innych, ważnych spraw, które mogą przyjąć zupełnie dla niej nieoczekiwany obrót. Czy tego właśnie pragnęła?

Któraż z nas, czytając o pomyśle Mary, nie chciałaby stworzyć takiej samej tabelki? Skarpetki lądujące obok kosza, nieodkładanie rzeczy na swoje miejsce, nie spuszczanie wody w sedesie, brak czasu na pomoc przy sprzątaniu, czy przy dzieciach, to tylko część grzechów głównych facetów. Coś, co z pozoru wydaje nam się śmieszne i błahe, staje się udręczeniem życia codziennego. I tak właśnie jest z powieścią Christiny Hopkinson. Jej książka, wydawać by się mogła kolejną zabawną anegdotą i satyrą na trochę upośledzony przez los, rodzaj męski. To jednak, co miało śmieszyć do łez, daje do myślenia, trochę smuci i pozbawia nadziei. Nadziei na to, że są jednak gdzieś jacyś idealni mężczyźni i kobiety. Tacy, dla których brudny blat w kuchni czy zapuszczona łazienka, nie stają się przyczyną morderczych myśli, bo jednakowo dbają o czystość swego otoczenia.

Hopkinson w „Jak nie zabiłam męża, czyli babski punkt widzenia”, stara się trochę z przymrużeniem oka naświetlić problem nierównego podziału obowiązków domowych, pomiędzy pracujących małżonków. Zwraca uwagę czytelników na pewne schematyczne myślenie mężczyzn, na tradycyjne wzorce, które nadal istnieją w kulturze, a powinny były się zmienić wraz z upływem czasu i emancypacją kobiet. Stawia także pod znakiem zapytania to, czy każda kobieta powinna czuć się szczęśliwa, rezygnując z pracy zawodowej na rzecz poświęcenia się rodzinie? Stara się także rozgraniczyć prawdę o bogatych kobietach, które stać na opiekunki i masaże w spa, a te, które na własnych barkach, muszą unieść cały ciężar wychowania dzieci, zajmowania się domem oraz zarabiania pieniędzy.

„Jak nie zabiłam męża, czyli babski punkt widzenia” jest po trosze receptą dla małżeństw, które borykają się ze schematem: kura domowa kontra pracujący mąż. Obnaża problem i pokazuje sposób na jego rozwiązanie. Być może uratuje też niejednego męża, od krwawej zemsty przemęczonej i znerwicowanej żony. Warto więc, by panowie również sięgnęli po tę lekturę.

Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)

Christina Hopkinson, „Jak nie zabiłam męża, czyli babski punkt widzenia”,  Prószyński i S-ka, Warszawa 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat