Ewelina Ślotała, znana dziennikarka, autorka i specjalistka od tematów obyczajowych związanych z elitami, przez lata zaskarbiła sobie sympatię i uznanie czytelników odważnym i bezkompromisowym podejściem do tematów tabu. Jej książki nie tylko intrygują, ale też często wywołują kontrowersje – zwłaszcza wśród tych, których dotyczą opisywane historie.
Jej seria, „Tajemnice Konstancina”, którą recenzowałam („Tajemnice Konstancina 1” i „Tajemnice Konstancina 2”) zdążyła już zyskać miano kultowej wśród miłośników reportażu z pogranicza kryminału, obyczaju i publicystyki śledczej. „Mężczyźni Konstancina” kontynuują nieformalną serię reportaży, które rozbijają fasadę prestiżowego, ekskluzywnego stylu życia mieszkańców Konstancina - Jeziorny – miasteczka uznawanego za jedno z najbardziej luksusowych w Polsce. Tam, gdzie dla większości Polaków kończy się marzenie o wielkim domu i drogim samochodzie, dla Ślotały dopiero zaczynała się opowieść o mrocznej stronie bogactwa, wpływów i… deprawacji.
O ile wcześniejsze książki autorki brały na tapet życie kobiet, o tyle w tej reflektor został skierowany na tych, którzy do tej pory zostawali gdzieś w cieniu. Książka „Mężczyźni Konstancina” nie jest zwykłym reportażem – to coś znacznie więcej. To brutalna wiwisekcja świata, w którym pieniądz i status społeczny przykrywają patologię, przemoc i moralną pustkę. Ślotała opisuje bohaterów tej książki z chirurgiczną precyzją, nie szczędząc im prawdy – bez względu na to, czy chodzi o lokalnych biznesmenów, byłych polityków, czy celebrytów, którzy postanowili znaleźć w Konstancinie bezpieczną przystań.
To, co uderza w tej książce najbardziej, to nie same historie – choć są one szokujące i momentami wręcz niewiarygodne – ale sposób, w jaki Ślotała je opowiada. Język jest prosty, konkretny, pozbawiony sensacji, ale pełen emocjonalnego ciężaru. Autorka nie moralizuje, nie ocenia – pozwala faktom mówić same za siebie. Czytelnik czuje się jak świadek zeznania, z którego nie sposób się wycofać. Autorka nie zatrzymuje się na pojedynczych przypadkach – buduje z nich sieć powiązań, układów, lojalności i zdrad, które ukazują Konstancin nie jako sielską enklawę bogactwa, lecz jako mikrospołeczność rządzoną przez nieformalne prawa i cichy terror. Ślotała mówi o sprawach, o których wielu woli milczeć: o przemocy domowej w domach z basenami, o uzależnieniach maskowanych sukcesem zawodowym, o bezkarności i cynizmie ludzi władzy. To nie fikcja – to oparta na faktach opowieść, która boli, bo jest prawdziwa.
Warto docenić również konstrukcję książki – złożoną z reportaży, rozmów i analizy psychologicznej. Każdy rozdział stanowi osobną historię, ale razem tworzą one wstrząsający portret mężczyzn, którzy mieli wszystko – i nadużyli tego wszystkiego. Choć autorka nie ujawnia wszystkich nazwisk, wiele postaci jest rozpoznawalnych. To nie są anonimowi oprawcy – to ludzie, których spotykamy na co dzień w mediach, w sąsiedztwie, czasem nawet w polityce.
Nie sposób nie zadać sobie pytania: Czy publikacja takich książek mogła narazić Ślotałę na realne niebezpieczeństwo? Czy właśnie przez to, że odważyła się powiedzieć głośno to, co inni jedynie szeptali, stała się niewygodna dla ludzi z wpływami? Nie ma dowodów na takie powiązania, ale atmosfera, jaka towarzyszy lekturze, jest gęsta od niepokoju. To nie tylko książka – to świadectwo odwagi, za którą być może przyszło zapłacić najwyższą cenę.
„Mężczyźni Konstancina” to nie tylko znakomity reportaż, ale i ważny głos w dyskusji o przemocy, władzy i milczeniu. To książka, którą czyta się z zapartym tchem, ale której nie sposób zapomnieć po przeczytaniu. Ewelina Ślotała pokazała, że literatura może być bronią – i choć już jej z nami nie ma, jej słowa nadal ranią tych, którzy przez lata byli nietykalni.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Ewelina Ślotała, „Tajemnice Konstancina”, Prószyński i S-ka, Warszawa, 2025.
Komentarze