Grubaśna książka skrywająca w sobie obietnicę eksplorowania świata rodem z wyobraźni Rowling. Czy może być coś bardziej smakowitego dla każdego fana fantastyki?
Historia, powiedzmy sobie, że na początku niezwykle obiecująca, rozpoczyna się w roku 1558, kiedy to dwunastka niezwykle uzdolnionych dzieci zostaje ukryta przez Marią Tudor w niewielkim miasteczku. Czego obawiała się królowa aż tak, że gotowa była posunąć się do ostateczności, by niezwykłe dzieci zniknęły raz na zawsze?
Tego na razie się dowiadujemy, lecz lądujemy prawie pięćset lat później w tym samym miasteczku, tytułowym Rotherweird, gdzie czas praktycznie zatrzymał się w miejscu: miejscowi unikają obcych, ich życie reguluje szereg najdziwniejszych zakazów, z których zakaz zgłębiania historii wydaje się najdziwniejszym. Powiew zmian zapowiada pojawienie się w miasteczku dwóch obcych: jeden to nowy nauczyciel historii, drugi - tajemniczy milioner sprawiający wrażenie niezwykle zainteresowanego sprawami i mieszkańcami miasteczka… Działania obu tych bohaterów sprawiają, że nad Rotherweird zbierają się czarne chmury.
Teoretycznie powieść Andrew Caldecotta ma w sobie wszystko, co ucieszyłoby miłośnika fantastyki z odrobiną grozy w tle: tajemnicę, niespodziewane zwroty, akcję, elementy horroru, magiczne rozwiązania, rozbudowany świat. Niestety, całość połączona jest w sposób, który odbiega daleko od ideału. Akcja rozkręca się niezwykle powoli, a jej rozwiązanie jest co najmniej mało satysfakcjonujące. Liczne opisy dodatkowo wpływają na tempo rozwoju powieści, tak samo zresztą, jak nadmiar wprowadzanych bohaterów.
Postaci wykreowane przez pisarza są płaskie, niezbyt rozbudowane i szczerze mówiąc - mało interesujące dla czytelnika, znużonego prezentowaniem mu kolejnych bohaterów wprowadzanych co chwilę na scenę. Trzeba także szczerze przyznać, że autor wprowadza naprawdę wiele zbędnych postaci, których nie rozbudowuje, lecz porzuca w trakcie akcji.
„Miasteczko Rotherweird”, to klasyczny przykład niespełnionej obietnicy, o której naprawdę trudno powiedzieć, czy warto jej dać drugą szansę, zabierając się za lekturę kolejnych tomów.
Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)
Andrew Caldecott, “Miasteczko Rotherweird”, Zysk i S-ka, Warszawa 2020
Komentarze