Elizabeth Gilbert napisała niesamowitą książkę przepełnioną emocjami i kobiecą sensualnością. Główna bohaterka prowadzi czytelnika przez całe swoje życie. Vivian nigdy nie kochała tych ludzi, których miała obowiązek kochać. Z matka łączyły ją jedynie powierzchowne relacje aż do jej śmierci. Ojca traktowała jako gderającego komentatora wydarzeń politycznych, z których nigdy nie był zadowolony. Wszystko, co zostało dla niej zaaranżowane, prędzej czy później kończyło się fiaskiem. Tak naprawdę, sama na własne życzenie z wielkim hukiem obracała w niwecz najbardziej piękne scenariusze na swoje życie.
Szansy były trzy. Najpierw elitarna szkoła z internatem, z której został wyrzucona. Później kariera jako kostiumolog w podupadającym teatrze ciotki Peg w Nowym Jorku i poznanie bardzo charyzmatycznych postaci. W końcu możliwość poślubienia miłego i troskliwego chłopca z głową na karku. Żadne z tych pięknych scenariuszy się nie spełniło. Dziewczyna nie miała pomysłu na życie i to właśnie okazało się najlepszym, co ją spotkało. Gdy przeprowadziła się do Nowego Jorku, pokochała swoją ciotkę Peg, która była zwariowaną i nieodpowiedzialną lesbijką. Nie wylewała za kołnierz, szastała pieniędzmi i chciała swoje życie przebalować najpiękniej, jak tylko mogła. Dzięki tej kolorowej kobiecie Vivian stworzyła sobie swój własny świat. Nie potrzebowała nikogo do towarzystwa, by czuć się dobrze. Potrafiła jeść obiad w restauracji w towarzystwie książki, lubiła samotne spacery i własne przedsięwzięcia. Jej najbliżsi to zbieranina przypadkowych osób. Oprócz ciotki Peg była jeszcze jej partnerka Olive, która od zawsze się nią opiekowała i miała wygląd staromodnej sekretarki. Jej przyjaciółką była Marjorie, z którą Vivian po wojnie zaczęła prowadzić butik z sukniami ślubnymi i której pomagała wychować jej synka Nathana. Był to mały słabeusz, mający alergię na samo życie, ale Vivian bardzo go pokochała, a on nazywał ją swoją drugą mamą.
Książka ma formę listu pisanego do Angeli, która była córką Franka. Vivian często zwraca się do swojej adresatki i wyjaśnia jej niektóre kwestie. Opowiada jej o swoim życiu, by móc nakreślić, że z Frankiem łączyła ją szczególna, bardzo skomplikowana i zarazem piękna relacja. Było to czyste uczucie, które dawało obydwojgu siłę do życia. Kim był Frank? Czy lubiła swoje zwariowane życie pełne przypadkowych sytuacji? Kim byli wszyscy mężczyźni z którymi sypiała i dlaczego nikogo nigdy nie poślubiła? Po odpowiedzi na te pytania zapraszam do „Miasta dziewcząt”. Książka jest niezwykła, pełna mądrości, szczerości, humoru. Nowy Jork został opisany w taki sposób, by czytelnik słyszał zgiełk ulicy, czuł zapach dymu papierosów wypalanych przez tamtejszą cyganerię i oczami wyobraźni patrzył na zjawiskowe showgirls ubrane w skąpe stroje z piórami i cekinami.
Czytając powieść uświadomiłam sobie jak wiele jest rzeczy- których nigdy nie widziałam, miejsc - których nigdy nie odwiedziłam, sytuacji –w których nigdy się nie znalazłam. Żałuję jednego –tego, że nie dane mi było cieszyć się młodością w przedwojennym Nowym Yorku. Zdecydowanie jedna z bardziej oryginalnych książek tego roku.
Patrycja Zajkowska
(patrycja.zajkowska@dlalejdis.pl)
Elizabeth Gilbert, „Miasto dziewcząt”, Poznań, Wydawnictwo Rebis, 2019 rok.
Komentarze