William Dalrymple zabiera nas na wyprawę po tym mieście. W latach 80 XX wieku, autor wraz z żoną Olivią mieszkał w Delhi przez kilka lat. Pochodzący ze Szkocji pisarz i historyk, to również aktywny członek Królewskiego Towarzystwa Literackiego, a także kuzyn słynnej Virginii Woolf. Napisał dziewięć książek poświęconych przede wszystkim tematyce Indii, Pakistanowi, Afganistanowi, chrześcijańskiemu wschodowi oraz dialogowi międzyreligijnemu. Dzięki swojej pracy twórczej zdobył szereg prestiżowych nagród i uznanie czytelników na całym świecie.
„Miasto dżinów” nie jest ani reportażem, ani dziennikiem, ani nawet książką podróżniczą. To raczej połączenie tych trzech gatunków. Stolice Delhi poznajemy nie tylko oczami samego autora, ale również mieszkańców miasta. Ta wielomilionowa metropolia przemawia do czytelnika językami ludów różnych wyznań i kast: hindi i sanskryt mieszają się z urdu, kaszmirskim i pendżabskim, a angielski przypomina o 150-letniej, kolonialnej przeszłości.
Historia tego miasta jest trudna. „Miasto dżinów” jest zbiorem opowieści o mieście, jego mieszkańcach, o politycznych zamieszaniach, o przekazywaniu go z rąk do rąk i ciągłej zmiany topografii, o architekturze i kulturze, które wraz z kolejnymi najeźdźcami zmieniały swój charakter. Muzułmanie, Mongołowie, Brytyjczycy – każda z tych nacji pozostawiła w Delhi trwały ślad. Mieszkańcy mówią, że doskonale widocznych jest aż siedem różnych znaków obecności różnych cywilizacji. Dlatego też trudno uwierzyć, że miasto trzyma się w jednym kawałku. Jednak mieszkańcy mówią głośno, że jest to zupełnie inne Delhi, niż to sprzed lat. Dawne piękne i majestatyczne rezydencje aktualnie są ruiną. Ludzie, którzy kiedyś cieszyli się swoim majątkiem, dzisiaj mieszkają w dzielnicach nędzy i żebrzą o odrobinę jedzenia, w ubóstwie czekają końca swych dni, z nostalgią wspominając czasy świetności dawnego Delhi.
Stolicę Indii można albo kochać, albo nienawidzić. Takimi uczuciami darzą Delhi mieszkańcy (albo byli mieszkańcy) miasta. Podział Pendżabu na Indie i Pakistan w 1947 roku był powodem rozlewu krwi tysięcy mieszkańców tamtego regionu. Mimo wielkiej miłości do miasta, wielu mieszkańców, którzy po wydarzeniach mające miejsce pod koniec lat 40. ubiegłego wieku, a aktualnie zamieszkują tereny Pakistanu, nie chcą wracać do Delhi. Mówią, że mimo iż mają wielki sentyment, dla nich to miasto umarłe, miasto dżinów. Dzisiejszą stolicę Indii tworzą głównie przyjezdni, którzy zawitali do miasta od lat 40-tych. Dla nich historia tego miejsca, tak naprawdę nie jest ich historią. Ich prawdziwe, darzone miłością ojczyzny są m.in. w północnych stanach, w miastach dzisiejszego Pakistanu, do którego nie wolno im wrócić.
„Miasto dżinów” Williama Dalrymple’a nie jest łatwą pozycją do czytania. Każde zdanie świadczy, że książka została napisana przez historyka, ale jednocześnie pasjonata Indii. Trzeba być mocno skupionym w trakcie lektury, gdyż autor obsypuje nas szeregiem dat, nazwiskami, wydarzeniami oraz terminologią hinduską. Nie mniej jednak dla miłośników tego kraju „Miasto dżinów” będzie wspaniałą podróżą zarówno przez historię miasta, jak i kulturę, architekturę i obyczaje.
Klaudia Kwiatkowska
(klaudia.kwiatkowska@dlalejdis.pl)
William Dalrymple, „Miasto dżinów. Rok w Delhi”, Wydawnictwo Noir Sur Blanc, 2016
Komentarze