„Miasto Krwi” – recenzja

Recenzja książki „Miasto Krwi”.
Gdy jest źle zawsze trzeba wyczekiwać światełka w tunelu. Bo w książce przecież można z drobnego rzezimieszka stać się kimś naprawdę ważnym.

Ciężko jest dowiedzieć się czegoś więcej o Kamilu Dziadkiewiczu. Nawet na swojej autorskiej stronie internetowej w rubryce „O mnie” nie zawarł praktycznie żadnych informacji. Czytelników przekonując, że „sztampa jest moim największym przeciwnikiem. Walce z nią poświęcam najwięcej czasu. Szukam, analizuję, porównuję, tworzę i w końcu zmagam się z przeciwnościami.” Pan Kamil zdecydowanie chce, by to jego książki mówiły o nim jak najwięcej.

„Miasto Krwi” pierwsza część „Sagi wschodniej” to jego literacki debiut.

Książkę można określić, jako historyczną, z elementami fantasy, ale wielbiciele sensacji również znajdą tu coś dla siebie.

Akcja „Miasta Krwi” dzieje się w XVII wieku w mieście Hyruf, które jak na początku wspomina sam autor, wzorowane jest na Londynie. Główny bohater – Mulgih Thadur to chłopak ciężko doświadczony przez los. Ojciec alkoholik i awanturnik, poniżający jego i jego matkę na każdym kroku uświadamia go, że gdyby nie matka, chłopak by nie żył. Stale wytyka mu to, jak wygląda (Mulgih ma sparaliżowaną połowę twarzy), uważa go za nieroba i człowieka, który do niczego w życiu nie będzie się nadawał.

Jak często się zdarza w wielu podobnych historiach, w końcu Mulgih traci cierpliwość. W jego przypadku ma to jednak poważne konsekwencje, bowiem brutalnie zabija ojca i pozoruje jego samobójstwo. A w Huryf, będącym pod silnymi rządami i wpływem duchowieństwa, samobójstwo jest jednym z najgorszych przewinień człowieka.

Ten jeden czyn na zawsze zmieni życie chłopaka, bo po czymś takim trudno jest nie wejść na przestępczą ścieżkę. Mulgih zaczyna zadawać się z Garlonem, jednym z największych przestępców w mieście. Początkowo zmuszany do niektórych rzeczy szantażem, po czasie polecenia szefa zaczyna wykonywać z niejaką przyjemnością.

Tymczasem w Huryf dochodzi do zmian, władzę przejmują, bowiem reformatorzy, ostro przeciwstawiający się Kościołowi. Ginie wielu ludzi, bo albo jest się z nimi, albo przeciwko nim. Jak w tej sytuacji odnalazł się Mulgih? To jeszcze ciekawsza część historii opisanej w „Mieście Krwi”. Ja sama jestem bardzo ciekawa dalszego jej ciągu.

„Miasto krwi” śmiało mogę polecić czytelnikom, którzy lubią nie sztampowe książki z pogranicza fantasy. Historie, które zaciekawiają i wciągają, które są sprytnie i można nawet powiedzieć realistycznie ułożone. Bo debiut Kamila Dziadkiewicza czyta się szybko i bardzo przyjemnie. Od pierwszy stron wkraczając do świata Mulgih’a w sumie nie chce się go opuszczać. Bo nie jest wyidealizowany, jest ponury, ciemny, brudny, taki czekający na dobro. Czy to dobro się pojawi? Tego chyba dowiedzieć można się będzie tylko z następnej części „Sagi wschodniej”.

Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)

Kamil Dziadkiewicz, Miasto Krwi, Wydawnictwo Novae Res, Gdynia 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat