„Między ustami a brzegiem pucharu” - recenzja

Recenzja książki „Między ustami a brzegiem pucharu” - recenzja
Patriotyzm, uprzedzenia narodowe i romans, który rodzi się wbrew epoce – „Między ustami a brzegiem pucharu” to literatura, która z pozoru korzysta z dobrze znanych schematów, ale pod ich powierzchnią kryje znacznie więcej niż klasyczną historię miłosną. Choć wielu czytelników kojarzy ją głównie dzięki udanej adaptacji telewizyjnej, to właśnie wersja książkowa pozwala w pełni docenić smak tej opowieści – spokojny, elegancki i podszyty wyraźnym światopoglądem autorki.

Punktem wyjścia jest przypadkowe spotkanie dwojga ludzi, które uruchamia lawinę zdarzeń zmieniających ich sposób myślenia o sobie, o innych i o świecie. Maria Rodziewiczówna osadza fabułę w realiach napięć narodowościowych, gdy relacje między Polakami a Niemcami są obciążone historią, polityką i wzajemną nieufnością. W takim świecie miłość nie jest prywatnym uczuciem – staje się deklaracją, czasem wręcz prowokacją.

Hrabia Wentzel, kosmopolityczny bawidamek, odcinający się od polskich korzeni swojej matki, początkowo jawi się jako postać powierzchowna i cyniczna. Jadwiga to jego przeciwieństwo: pracowita, dumna, głęboko zakorzeniona w tradycji i odpowiedzialności za rodzinny majątek. Ich relacja zaczyna się od fascynacji i gry pozorów, ale stopniowo przechodzi w proces dojrzewania – nie tylko uczuciowego, lecz także moralnego. Wentzel musi skonfrontować się z własnymi uprzedzeniami, a Jadwiga uczy się, że patriotyzm nie zawsze oznacza zamknięcie na drugiego człowieka.

Istotną rolę odgrywają postacie drugoplanowe. Jan, brat Jadwigi, wnosi do powieści lekkość i humor, łagodząc ideowe napięcia. Z kolei pani Tekla, surowa strażniczka domowych i narodowych wartości, pokazuje, że nawet twarde poglądy mogą iść w parze z empatią. To właśnie oni sprawiają, że świat przedstawiony nie jest czarno-biały, lecz pełen niuansów.

Rodziewiczówna zręcznie łączy konwencję romansu z tematami społecznymi: walką o polską ziemię, pamięcią o poległych, lękiem przed utratą tożsamości. Dialogi są żywe, często ironiczne, a emocje prowadzone bez nadmiernego patosu. Autorka nie rewolucjonizuje literatury, ale pokazuje, że dobra opowieść nie musi być nowatorska, by była ważna. „Między ustami a brzegiem pucharu” przypomina, że uczucia – podobnie jak historia – rzadko poddają się prostym podziałom, a to, co najważniejsze, często wydarza się właśnie pomiędzy. Warto przeczytać i polubić.

Anna Wasyliszyn

Maria Rodziewiczówna, „Między ustami a brzegiem pucharu”, Wydawnictwo MG, Kraków, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat