Książka Małgorzaty Tusk bardziej przypomina kolejny wywiad w „Gali” czy „Vivie” niż wstrząsającą spowiedź „żony swojego męża”.
Ukazanie się na rynku biografii Hilary Clinton czy Danuty Wałęsy wywołało niemałe poruszenie. Kulisy seksafery z Moniką Lewinsky z perspektywy zdradzonej żony, na którą z politowaniem patrzył cały kraj czy opowieść kobiety o pogodzeniu się z rolą kury domowej po to, by mężczyzna mógł stać się człowiekiem swoich czasów – nie do końca udane, ale z jakiegoś powodu wyraziste książki znaczących kobiet bez trudu wytrzymują konfrontację z biografią Małgorzaty Tusk, która jest po prostu... mdła.
Biorąc do ręki książkę pani premierowej, nie ukrywam, miałam nadzieję na jakieś soczyste kąski, na informacje, które rzucą nowe światło na nią i jej męża, na wyjątkowe małżeństwo gdańszczan wrzuconych w centrum historycznych wydarzeń. Niestety, próbując zdefiniować ewentualną grupę docelową „Między nami”, mogę z przekonaniem stwierdzić, że profil idealnej czytelniczki pokrywa się z czytelniczką „Gali” czy „Vivy”. Wywiady przeprowadzane „dla poprawy wizerunku”, urocze sesje zdjęciowe i cukierkowe okładki – teraz dostępne w wersji maxi dla wielbicielek Donalda Tuska. Wszystko po prostu takie, „jak powinno być”.
Małgorzata Tusk miała w „Między nami” pokazać siebie, udowodnić, że jej życie nie polega tylko na asystowaniu mężowi podczas ważnych wizyt zagranicznych notabli. Podobno chciała przekonać sceptyków, że bez wpływowego męża i tak zostałaby „kimś”. Tylko, że czytając jej książkę ma się dokładnie odwrotne wrażenie! Bez „szalonego Donka”, który nocami biegał na spotkania opozycji i organizował gdańską Solidarność, Małgorzata zostałaby historykiem lub bibliotekarką. Taka postawa kontrastuje z przywoływaną wielokrotnie potrzebą życia według własnych zasad, według własnych marzeń i planów. Szkoda tylko, że wobec kwestii naprawdę istotnych nie potrafiła przyjąć swojej perspektywy, jak wtedy, gdy o katastrofie smoleńskiej, której poświęca bardzo mało miejsce, pisze niemal tylko w kontekście trudów, z którymi musiał zmierzyć się jej mąż. Za to szczegółowo przytacza SMS-y, który wysyłali sobie z Donkiem, gdy ona przybywała z przyjaciółkami na wycieczce w Meksyku. No, ale w końcu taka jest konwencja autobiografii...
Oczywiście, można posunąć się do banalnego stwierdzenia, że skoro to miłość, to faktycznie kobieta nie traktuje podporządkowania swojego życia życiu męża jako wyrzeczenia, lecz dowód największego oddania. Dlatego choć Małgorzata Tusk stroni od polityki, pozwoliła raz i pozwoli jeszcze wiele razy Donaldowi bawić się w niebezpieczne gry. I nawet trudne momenty niekiedy skomplikowanej relacji jak czas, gdy kobieta zakochała się w innym i chciała opuścić męża, nie mają znamion wielkiego skandalu, bo przecież w tej bajce wszystko musiało się skończyć dobrze.
Podobno doradcy premiera drżeli o jego notowania, gdy przeczytali wynurzenia Małgorzaty Tusk. Że jej opowieść zaszkodzi wizerunkowi i powadze urzędu, że żona nie powinna publicznie krytykować swojego męża, pełniącego ważną funkcję państwową, że jej momentami zbyt szczere wypowiedzi o wspólnym życiu mogłyby zostać opowiedziane tylko w gronie najbliższych przyjaciół. Moim zdaniem, „Między nami” nie zatrzęsie politycznym wizerunkiem premiera, bo mam wrażenie, że przyzwyczailiśmy się już do niefortunnych wypowiedzi pani premierowej, które najobszerniej są komentowane przez serwisy plotkarskie. Co najwyżej będziemy mogli pośmiać się z awantury, która Donek zrobił Gosi, gdy wydała pieniądze przeznaczone na ślub na buty...
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
Małgorzata Tusk, „Między nami”, Kraków, Wydawnictwo Znak, 2013
Komentarze