James, bohater „Miliona małych kawałków” ma zaledwie 23 lata, gdy trafia do ośrodka odwykowego. Jest alkoholikiem i narkomanem, ciężko uzależnionym, z kompletnie wyniszczonym organizmem. Choć trudno w to uwierzyć, pije od 13 lat, ćpa niewiele krócej. Podczas pobytu w ośrodku James rozpoczyna niezwykle trudną walkę o wyjście z nałogu. Często jest bliski poddania się, posłuchania instynktu, który nakazuje, żąda wręcz zaspokojenia narkotycznych potrzeb. Ma jednak wokół siebie ludzi, którym zależy na jego wyzdrowieniu. Ma wokół siebie ludzi, którzy przechodzą przez to samo co on, współodczuwają, na swój własny, męski, niezręczny sposób wspierają się. Ma też siebie. To nie jest jednak lekka książka, pełna miłości, motywacji, dyscypliny. To raczej historia o łzach, pocie i krwi. Dosłownie.
Czy jest to powieść „ku przestrodze”? Z pewnością. Nie wiem, czy takie było główne założenie autora, ale tak wyszło. To książka o tym, co narkotyki i alkohol potrafią zrobić z człowiekiem. O tym, jak trudna jest walka o każdy kolejny dzień bez picia i ćpania. Jak wielkim wyzwaniem staje się spojrzenie sobie w oczy. „Milion małych kawałków” może też pomóc rodzinom osób uzależnionych. Pomóc zrozumieć, zaakceptować, odnaleźć się w tej nowej sytuacji.
Autentyzm książki podkreśla jeszcze dość nietypowa forma zapisu. Na początku myślałam, że będzie mnie to irytowało podczas lektury: brak myślników przy przytaczaniu dialogów, niewystarczająca ilość przecinków w zdaniach, liczne powtórzenia. To jednak nieodłączna część tej historii. Większość słów została też zapisana wielka literą. Nie są to jednak słowa przypadkowe: każde z nich: Brat, Furia, Korytarz, Oddział mają dla narratora ogromne znaczenie. Wywołują emocje, pomagają bądź przeszkadzają, ale nie sposób przejść obok nich obojętnie. To nie są Tylko Słowa.
James Frey w „Milionie małych kawałków” nie bawi się w subtelności. Rzuca czytelnikowi w twarz najbardziej obrzydliwe, drastyczne szczegóły. Być może to nie jest cała prawda, być może niektóre elementy tej historii zostały (jak podkreśla sam autor) podkoloryzowane, być może nie wszystko z precyzją oddaje rzeczywistość, ale to, co napisał James Frey w zupełności wystarczy. Wystarczy, żeby ścierpła skóra, żeby kręcić z niedowierzeniem głową, żeby współczuć, ale też rozumieć.
„Milion małych kawałków” to książka, która daje czytelnikowi w twarz. Szczerością i bezpośredniością. Książka, która rozdrapuje rany i nie uznaje żadnych kompromisów. Polecam.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
James Frey, Milion małych kawałków, Burda Książki, Warszawa 2015
Komentarze