Laurie snuje wizję wspólnego życia z Danem. W jej marzeniach pojawia się ślub, dzieci, ale nieoczekiwanie wszystko zmienia się w jeden wieczór. Jej wymarzony, jedyny ukochany postanawia zakończyć związek. Niedługo później Laurie dowiaduje się o ciąży obecnej partnerki Dana. Ambitna prawniczka ciężko znosi rozstanie i upokorzenie, a wspólne miejsce pracy nie ułatwia rozstania. Przewrotny los, a właściwie zepsuta winda daje okazję do słodkiej zemsty. Fikcyjny związek z największym playboyem w kancelarii rozpali wyobraźnię współpracowników. A co z tej umowy będzie miał Jamie Carter?
Każda z nas (no prawie każda) została kiedyś porzucona. Pamiętacie jakie wielkie emocje wtedy targają naszą duszą? Łzy, rozpacz, śmiech, złość i w końcu pragnienie… zemsty. W naszej głowie pojawiają się marzenia o tym, że nasz ex błaga nas o wybaczenie. Mniej więcej w takiej sytuacji znalazła się główna bohaterka książki „Miłość na później”. Przyjemnie byłoby spotkać wtedy na swojej drodze „wymiatacza” z Tindera, który zaproponuje udział w tajemniczej mistyfikacji. Jamie Carter jest diabelsko przystojny, a co najważniejsze nie wierzy w miłość, więc jest idealnym kandydatem, by wzbudzić zazdrość. Mhairi McFarlane obrazowo przedstawia miłość XXI wieku, która rozgrywa się na oczach całego świata. Zdjęcia i relacje na IG, zmiana statusu na FB – wydaje się, że bez mediów społecznościowych związek nie jest realny, ale czy tak jest w rzeczywistości? Autorka w lekkiej formie stara się przemycić w treści poważniejsze tematy. Moim zdaniem robi to jednak trochę na siłę. Rasizm, molestowanie, niskie poczucie własnej wartości, seks bez zobowiązań, fałszywe oskarżenia, ciężka choroba, nieszczęśliwy wypadek… tego jest zwyczajnie zbyt dużo i przez to każdy z problemów potraktowany jest po macoszemu. Z drugiej jednak strony ma być to lektura lekka oraz przyjemna i w tej kategorii wypada bardzo poprawnie.
Mhairi McFarlane świetnie sprawdza się w literaturze gatunkowej. Jej książki mogą być przepisywane na receptę na chandrę i jesienny nastrój. Z każdą kolejną stroną widzimy na horyzoncie „machający” do nas happy end i właśnie o to chodzi w literaturze obyczajowej z wątkiem romantycznym. Scenariusz jest do bólu przewidywalny, ale jeśli lubicie takie filmy „Jak stracić chłopaka w 10 dni” , czy „Narzeczony mimo woli”, to „Miłość na później” przypadnie Wam do gustu. Jest to bowiem gotowy scenariusz na komedię romantyczną. Wydaje się, że poukładana i stateczna Laurie jest kompletnym przeciwieństwem ambitnego i prowadzącego bogate życie towarzyskie Jamiego. Pozory mogą jednak mylić, a strzała amora często trafia nas w najmniej oczekiwanym momencie. „Miłość na później” to świetna, niezobowiązująca książka, która sprawdzi się jako lektura w deszczowy, jesienny wieczór. Szykujcie koc, kieliszek wina lub gorące kakao i najnowszą powieść o miłości Mhairi McFarlane.
Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)
Mhairi McFarlane, "Miłość na później", Warszawa, MUZA SA, 2021
Komentarze