Miłość towarem luksusowym

Recenzja książki „Wojenna narzeczona”.
Powieść „Wojenna narzeczona” będzie o wiele bardziej poruszająca, gdy zdamy sobie sprawę, że historia Lenki i Josefa została oparta na faktach.

Powieści opisujące życie mieszkańców nazistowskich obozów pracy, obozów koncentracyjnych, obozów śmierci blisko 70 lat po wojnie nadal poruszają i wywołują pytania o to, skąd w ludziach tak wielka nienawiść i tak ogromne zło. Kilka tygodni temu czytałam „Dziennik Helgi”, zawierający opis warunków życia w obozie pracy w czeskim Terezinie. Lektura tekstu stworzonego przez dziecko, później tylko zredagowanego, sprawiła, że przez dłuższy czas byłam zbyt wstrząśnięta, by sięgnąć po kolejną książkę, w której znajdują się przykłady niewyobrażalnego okrucieństwa. W końcu jednak „Wojenna narzeczona” znalazła się na szczycie sterty książek do przeczytania.

Dawno nie miałam okazji czytać tak pasjonującej książki jak „Wojenna narzeczona”, o ile przymiotnik „pasjonujący” jest adekwatny do określenia książki traktującej o losie Żydów w czasie II wojny światowej i wielkiej tułaczce, która nastąpiła po niej. Lenka stanowi alegorię tych Żydów, którzy przeszli przez doświadczenia obozów, natomiast Josef uosabia tych, którzy dopiero tysiące mil od miejsca urodzenia znaleźli schronienie. Przed wojną Lenka i Josef poznali się w Pradze, zakochali i prawdopodobnie wiedliby szczęśliwe życie. Jednak los, na który skazała Żydów zbrodnicza ideologia nazistów, został przypieczętowany i Holocaust nie miał ominąć kogokolwiek o żydowskich korzeniach. Na szczęście Josefowi udało się zorganizować wyjazd do Ameryki, jednak rodzice Lenki nie mogliby jechać. Ona jako kochająca córka wybrała dzielenie z rodziną losu mieszkańca obozu w Terezinie zamiast ucieczki ze świeżo poślubionym mężem.

Lata ciężkiej pracy, braku żywności, cichej walki o godność, a następnie patrzenie w oczy śmierci odcisnęły na zawsze piętno na ciele i duszy Lenki. Z kolei dramatyczna podróż i trudy odnalezienia się w nowej rzeczywistości amerykańskiej wpłynęły na Josefa. Richman nie poświęca obojgu bohaterów tej samej płaszczyzny czasowej. Najważniejszym etapem życia Lenki jest czas Terezina, gdzie żyje się już tylko siłą woli, bo nawet miłość jest dobrem luksusowym, za które płaci się najwyższą cenę. Powojenne losy bohaterki to tylko kilka suchych zdań osoby pogodzonej z losem, osoby, dla której najdrobniejszy dar losu jest na wagę złota. Z kolei „amerykański sen” Josefa to tak naprawdę codzienność, którą trzeba zaakceptować, niekoniecznie pokochać, ale umieć się w niej odnaleźć. Praca, dom, rodzina – proza życia, które zostało pozbawione blasku obecności ukochanej kobiety.

Kwestia, która bardzo porusza w „Wojennej narzeczonej” to sprawa miłości innej niż dziś. Należę do pokolenia wychowanego na „Bravo” i „Cosmopolitanie”, które uczyły mnie, że jeśli coś nie pasuje w chłopaku, to po co mam się męczyć, skoro zaraz mogę mieć następnego. Brak zobowiązań, poszukiwanie ideałów, nieumiejętność pójścia na kompromis – Lenka i Josef stoją na drugim biegunie rad z prasy kobiecej. Gdy umiera nadzieja na ponowne spotkanie, Lenka i Josef zawierają kolejne małżeństwa, jednak ani on nie kocha wielką miłością Amalii, ani ona Carla. Żona Josefa to sumienna kobieta, z którą przeżywa ponad 30 lat, małżeństwo Carla i Lenki trwa jeszcze dłużej. To nie są związki oparte na porywach namiętności, to nie są związki dwóch bratnich dusz. Dojrzała miłość to ta, którą decydujemy się przeżyć. Dla ludzi, którzy doświadczyli wielkiego dramatu zagłady, odrobina ciepła ze strony drugiej osoby to wielkie dobrodziejstwo.

„Wojenna narzeczona” to pięknie napisana, ciekawie skonstruowana powieść, która na długo zapadnie w moją pamięć. Niesamowite nasycenie treścią, liczne zakamuflowane refleksje na temat natury człowieka i jego pierwotnego instynktu przetrwania, opis niesamowitej siły woli, która  pozwala przetrwać w najbardziej okrutnym świecie – to wszystko sprawia, że książka Alyson Richman nie jest mdłą pozycją po raz kolejny opisującą te same wydarzenia. „Wojenna narzeczona” to, nomen omen, przykład triumfu niezwykłej siły woli człowieka doprowadzonego do ostateczności nad siłami zagłady. Polecam tę pozycję, bo warto uświadomić sobie, że możliwość pójścia na spacer, kochania się w najbliższą osobą czy nawet dobry obiad to elementy życia, które warto bardziej docenić.

Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)

Alyson Richman, „Wojenna narzeczona”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat