„Miłość w rozmiarze XXL” – recenzja

Recenzja książki „Miłość w rozmiarze XXL”.
Czy tylko szczupli ludzie zasługują na miłość? A może to właśnie ona sprawia, że jesteśmy piękni?

Mamy dwudziesty pierwszy wiek, ale mentalność ludzi niewiele różni się od tej sprzed stu czy dwustu lat – liczy się piękno, doskonałość, dążenie do ideału. Przed wiekami w starożytnej Grecji czy Rzymie ćwiczono ciało, w renesansie piękny miał być umysł, w latach późniejszych dbano przede wszystkim o wygląd, a współcześnie? Piękno to szczupła sylwetka, pewność siebie, człowiek piękny to człowiek zadbany. Zewsząd bombardują nas slogany o tym, jak to zasługujemy na bycie pięknym, że zgubienie dwudziestu kilogramów w trzy tygodnie to mały pikuś, że bezproblemowo można powiększyć czy zmniejszyć sobie to czy tamto.

Jeśli ująć piękno w ten właśnie sposób, to Holly Brennan nie mieści się w żadnych jego kryteriach. Chociaż młoda, bo tuż po trzydziestce, to zaniedbana i z nadbagażem w postaci niechcianych, dodatkowych kilogramów. Nie ma się co dziwić – po długiej chorobie i śmierci męża, który wyrwał ją z paskudnego życia, nie miała głowy do dbania o siebie i pilnowania kalorii. Pech, a może właściwie los chce, że w samolocie Holly (z trudem!) zajmuje miejsce obok Logana Montgomery’ego – trenera personalnego gwiazd, właściciela siłowni, Adonisa w ludzkiej skórze. Na szczęście Adonis, to znaczy – Logan, ma w głowie na tyle oleju, by nie skreślać Holly po nieciekawym pierwszym wrażeniu, dając tym samym szansę, by dziewczynie udało się go zaintrygować poczuciem humoru i autoironią. Holly różni się od zapatrzonych w siebie modelek, z którymi dotychczas umawiał się Logan. Impuls sprawia, że mężczyzna proponuje Holly, że popracuje z nią nad odzyskaniem figury i dotrzymuje słowa – zawzięta i wytrwała kobieta pod okiem trenera zmienia się nie do poznania. Nie tylko traci zbędne kilogramy, ale i zyskuje pewność siebie, przyjaciół, a nawet miłość. Logan również przechodzi pod wpływem Holly przemianę – przestaje patrzeć na ludzi wyłącznie przez pryzmat wyglądu, uczy się cenić i kochać ich za osobowość. Poza tym dowiaduje się, że ptasie porównania nie zawsze są w cenie, zwłaszcza, gdy tuż przed wielką imprezą dowie się o tym kobieta określona mianem „brzydkiego kaczątka”…

„Miłość w rozmiarze XXL” to ciepła powieść o – jak sam tytuł wskazuje – miłości, nie pozbawiona nutki humoru i pikantnych scen. Stephanie Evanovich wykreowała postaci o silnych charakterach, których starcie nieraz doprowadzi czytelnika do łez ze śmiechu, a na pewno nie pozwoli się zanudzić. Historia tych dwojga jest trochę jak walka Holly o piękną figurę – gdy już się wydaje, że wszystko jest dobrze, że już pójdzie z górki, znikąd wyrasta kolejny pagórek. Bohaterowie mogą się poddać albo zagryźć zęby i zawalczyć – wiedzą, jakie będą konsekwencje ich decyzji.

Chociaż powieść jest dość przewidywalna, jak to w przypadku takich lekkich pozycji bywa, to czyta się ją przyjemnie i trudno się od niej oderwać. Po lekturze miałam ochotę wskoczyć do samolotu, by znaleźć w nim własnego trenera i zmienić nie tylko swoją figurę, ale i całe życie!

Ewa Mędrzecka
(ewa.medrzecka@dlalejdis.pl)

Stephanie Evanovich, „Miłość w rozmiarze XXL”, Warszawa Prószyński i S-ka 2014.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat