„Mireczek. Patoopowieść o moim ojcu” – recenzja

Recenzja książki „Mireczek. Patoopowieść o moim ojcu”.
Zabawno-gorzka próba rozliczenia się autorki z przeszłością – swoją i ojca. Obraz dzieciństwa i okresu dorastania skąpanych w wódce, piwie, winie i innych alkoholach.

Tytuł „Mireczek. Patoopowieść o moim ojcu” doskonale oddaje charakter książki. Czyż połączenie słów „Mireczek” i „patoopowieść” może wskazywać na coś poważnego i trudnego? Przy czym bynajmniej nie oznacza to, że opowieść Aleksandry Zbroi – autorki – jest błaha czy powierzchowna. Wręcz przeciwnie, lekkość i żartobliwość jedynie podkreślają grozę, ciężar i smutny charakter historii. Bądź co bądź, mamy do czynienia z próbą odtworzenia życia człowieka, który od wczesnego okresu nastoletniego nie mógł oderwać się od butelki, zatruł życia osobom, które go kochały, a ostatecznie umarł w imię alkoholu.

Jak pisze Zbroja, opowieść o ojcu – Mireczku – nie jest wierna rzeczywistości. Kiedy zapuszcza się w daleką przeszłość, wyprzedzającą nawet jej urodziny, a także kiedy próbuje odtworzyć sytuacje, w których nie uczestniczyła, posiłkuje się opowieściami innych osób. Niektóre wspomina w treści, tym z największym wkładem w książkę zaś dziękuje na ostatnich stronach. Rekonstrukcja zdarzeń przeprowadza nas, czytelników, przez etapy poszukiwania prawdy autorki o ojcu. Kobieta próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie: „dlaczego?”. Niestety, jak to bywa w podobnych sytuacjach, powodów nie sposób odnaleźć. Jest ich tak dużo, że winne mogą być wszystkie. Może jeden. A może żaden, bo ten prawdziwy znał jedynie ojciec, który nie może już powiedzieć niczego. (Zresztą za życia zdarzało mu się poważnie mijać z prawdą, więc nie byłby rzetelnym źródłem informacji).

Powstanie książki zdaje się wynikać z potrzeby zamknięcia za sobą przeszłości. Po pierwsze dlatego, że ojciec właśnie umarł, a – parafrazując – o zmarłych można myśleć cieplej niż o żywych, zmarłych da się kochać bardziej i uważać za bliższych, niż byli za życia. Po drugie dlatego, iż Zbroja jest w ostatnich miesiącach ciąży i niedługo stanie przed zadaniem wychowania dziecka zupełnie inaczej, niż sama była wychowywania. Warto tu bowiem dodać, że kobieta pochodzi z rodziny, w której alkoholikami byli oboje rodzice. Czemu więc rozlicza z picia jedynie ojca, Mireczka? Patrz: punkt pierwszy.

„Mireczek. Patoopowieść o moim ojcu” to książka zabawna i smutna jednocześnie. Na pewno nie słodka, choć momentami lekka, podbudowana jednak goryczą i cierpkością. Aż trudno sobie wyobrazić, jaki koszmar przeżyło dziecko mające takich rodziców i niewielką pomoc z zewnątrz (wsparcie babci, która niestety – podobnie jak Zbroja – zbyt często wierzyła w instynkt rodzicielski alkoholików i dawała im kolejne szanse na zaopiekowanie się córką).

Ale „Mireczek…” to również historia alkoholika osadzonego w szerokim kontekście społecznym i historycznym Polski. Próba pokazania, dlaczego niektóre zjawiska wyglądały tak, jak wyglądały. Dlaczego Polacy pili, jak pili, ile pili i co pili. Nawet gdzie to robili, gdzie spotykali się na libacje. Po lekturze czuję ogromną wdzięczność wobec moich rodziców, że chociaż lubią alkohol – jak większość ludzi w Polsce czy na świecie – po kieliszek sięgają okazjonalnie i piją z umiarem, dzięki czemu moje dzieciństwo ani w jednym dniu nie było gąbką do wycierania wylanego alkoholu.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

A. Zbroja, „Mireczek. Patoopowieść o moim ojcu”, Wydawnictwo Agora, Warszawa, 2021.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat