„Mistrz karnawału” – recenzja

Recenzja książki „Mistrz karnawału”.
Kolonia to miasto, w którym odnotowuje się niski odsetek morderstw i gwałtownych zbrodni. Według tamtejszej policji – wszystko dzięki Karnawałowi, czasowi szaleństwa. Wtedy też atakuje zabójca.

Jan Fabel ma dość bycia policjantem, zwłaszcza po tym, gdy on i jego podwładna, Maria Klee, ponoszą porażkę podczas próby schwytania jednego z szefów ukraińskiej mafii, narażając przy tym swoje zdrowie i życie. Decyzja o odejściu z policji zdaje się być podjęta, gdy do nadkomisarza dociera propozycja wyjazdu do Kolonii w roli doradcy dla tamtejszej policji, która zmaga się z zabójcą – kanibalem. Wszystkie ataki mają miejsce w szalonym czasie Karnawałowej Nocy Kobiet. Fabel, decydując się na wyjazd z Hamburga, nie wie jeszcze, że wybiera się tam jego podopieczna cierpiąca na załamanie nerwowe oraz ukraiński oddział milicji – wszyscy po to, aby zabić bossa ukraińskiej mafii…

„Mistrz karnawału” to najnowsza powieść Craiga Russella, wywodząca się z cyklu hamburskiego, a jednocześnie prawie wcale nie tocząca się w Hamburgu. Po raz kolejny spotykamy nadkomisarza Jana Fabla, który zachwyca swoją przenikliwością oraz zaradnością, ale nie widzi już sensu dalszej pracy w policji. W powieści przeplata się kilka światów – choć tytuł nawiązuje do głównego wątku, którym jest tropienie seryjnego mordercy-kanibala, posilającego się ciałami zabitych kobiet, to jednak czytelnik cały czas musi być czujny. W tej książce bowiem bohaterów mamy w zasadzie czterech: nadkomisarza, jego podopieczną, realizującą prywatną vendettę, ukraińskiego majora, który w tajnej misji stara się zgładzić bossa mafii, a także – zabójcę mordującego kobiety co roku w Karnawałową Noc Kobiet.

Craig Russell po raz kolejny zachwyca nie tylko budową akcji oraz jej wartkością, ale również umiejętnością dostosowania języka do swoich bohaterów. Krótkie, ale zapadające w pamięć    dzienniki zabójcy, pozbawione logiki i wyrachowania, pełne chęci zemsty, mordu i potrzeby posilania się ludzkim mięsem, przerażają i wciągają zarazem. Czytelnik ze wstydem uświadamia sobie, że choć to, co czyta, jest dla niego odrażające i niezrozumiałe, to jednak nie potrafi oderwać wzroku od tego dowodu szaleństwa. I poniekąd – zaczyna współczuć zabójcy tego, co mogło go spotkać w przeszłości.

Choć „Mistrz karnawału” to wspaniały przykład na thriller kryminalny, to jednak autor pozostawia pewną dozę niewiedzy, która może wciągnąć czytelnika w jego tok myślenia i pozwolić mu na samodzielne tworzenie elementów układanki. W każdej chwili odbiorca ma swojego podejrzanego, który według niego odpowiada za zbrodnie – tylko po to, aby za chwilę odczuwać wahanie, gdy pojawia się kolejna, niepewna postać.

Z pewnością „Mistrz karnawału” Craiga Russella to jedna z lepszych książek w swoim gatunku – zachowująca konwencję, a jednocześnie subtelnie i na przekór czytelnikowi ją łamiąca. Wszystko po to, aby ostatecznie doprowadzić do zupełnie zaskakującego i niespodziewanego zakończenia.

Paulina Dudek
(paulina.dudek@dlalejdis.pl)

Craig Russell, „Mistrz karnawału”, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B., 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat