„Mistrzyni” nie zaprasza nas bezpośrednio do swojego świata. W opowieść trzeba się wgryźć i polubić specyficzne poczucie humoru i styl tak charakterystyczny dla Gretkowskiej. Wstęp jest dość trudny, trzeba odnaleźć się w pozycji zajmowanej przez główną bohaterkę. To powieść o wyrazistej kobiecie i dla innych kobiet. Może dla mężczyzn też, ale nie dla wszystkich.
Przenosimy się do świata w którym to kobieta decyduje o tym jak ma wyglądać jej życie, ma smykałkę do interesów i nie boi się mówić tego, co myśli. Chętnie pomaga potrzebującym i najbiedniejszym. „Mistrzyni” to opowieść inspirowana życiem Lucyny Ćwierczakiewiczowej. W XIX wieku nie było kobiety bardziej wpływowej i zaradnej. Nie musi konkurować z Prusem w kwestii popularności, bo wszystkie reflektory są zwrócone na nią.
Ale czy dla miłości zrezygnuje z pragmatyzmu?
„Mistrzyni” w niepokojący sposób nawiązuje do definicji roli kobiety. Czy pielęgnowanie cnót niewieścich jest wystarczającą ekstrawagancją? Czy wystarczy wiedzieć jak zrobić „365 obiadów za 5 złotych”? A może wystarczy utrzymać porządek w gospodarstwie domowym? Czy to jednak za mało?
Żeby nie było tak poważnie „Mistrzyni” jest utrzymana w specyficznym nastroju. Gretkowska z właściwym sobie humorem przedstawia kobietę pełną sprzeczności. Oprócz tego poznajemy Prusa, Sienkiewicza i Bacha. Ba, Lucyna Ćwierczakiewiczowa wręcz bawi się na weselu w towarzystwie Prusa! A jak się spędzają czas znane postacie XIX wiecznej Warszawy? Pełno tu starych dobrych rad rodem z książek kucharskich i poradników. Ćwierczakiewiczowa skutecznie walczy z zabobonami, pokazuje jak można zbić majątek, zachowując przy tym swoje zasady.
„Mistrzyni”, według mnie, nie każdemu przypadnie do gustu, bo i nie dla wszystkich jest napisana. Dla mnie to powiew inności przy wielkim wysypie kryminałów. To opowieść o szczerości, prozie życia i nienasyceniu. W „Mistrzyni” nie brakuje pytań o kwestie pozornie zdefiniowane, o rolę kobiety w świecie, o łączenie pragmatyzmu, miłości i wolności. Jednak brakuje odpowiedzi na powyższe pytania, bo każdy musi je sobie sam napisać.
Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)
M. Gretkowska, „Mistrzyni”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
Komentarze