„Mit Primum Non Nocere” – recenzja

Recenzja książki „Mit Primum Non Nocere”.
Mój tata zawsze powtarzał: „Nie oceniaj książki po tym, co mówi jej tylna okładka. Weź ją do ręki, otwórz na losowej stronie i przeczytaj. Po tym będziesz najlepiej wiedział, czy lektura jest warta uwagi.”

Jako zdeklarowana wielbicielka felietonów i komedii wszelakich, zachęcona opisem na odwrocie książki, postanowiłam sięgnąć po „Mit Primum Non Nocere” autorstwa Radosława Rutkowskiego.

Bohatera książki nieszczęśliwie dopada choroba, więc wypadałoby udać się do lekarza. I od tego zaczyna się właściwa akcja – od kolejki do rejestracji. Już w kolejce bohatera dopadają różne, mniej lub bardziej przewidziane problemy. Zrezygnowany udaje się pod magiczny gabinet 206. To pod tymi drzwiami dzieje się cała akcja. Znajduje się tam również plakat dumnie głoszący – „Mit primum non nocere” – „Po pierwsze nie szkodzić”. Od tego momentu będziemy świadkami niesamowitych teorii spiskowych i kłótni pacjentów, którzy przewijają się, przez owianą już sławą, poczekalnię. Znajdziemy tam słynne mohery, typowego Janusza i szczebioczące, młode dziewczyny. Jak głosi opis z tyłu okładki – bohater trafił właśnie w sam środek polskiego piekiełka.

Czytanie tej książki jest jak siedzenie w poczekalni do lekarza – tak samo męczące. Temat, który jest kopalnią wszelakich absurdów został przez autora potraktowany niezwykle szablonowo. Każdy, kto choć raz czekał w kolejce dłużej niż pół godziny mógłby bez problemu napisać podobną książkę.

W lekturze nic nas nie zaskakuje. Ani reakcje bohaterów, ani ich rozmowy,  ani tym bardziej sami bohaterowie. Ot, typowe zbiorowisko stereotypowych Polaków. Czytamy, jaka to młodzież jest niewychowana, że kolejki do lekarza, że za PRL - u było lepiej… Myślę, że każdy z nas spotkał się z takimi tematami – czy to w poczekalni, czy w autobusie ,czy przy rodzinnym stole.

Czy to jest piekiełko, które tak przyciągnęło mnie do przeczytania tej książki? Nie. Jest to raczej jego wątpliwy przedsionek.

Książka rozciąga się na 100 stron. Według mnie jest to za dużo. Cała sprawa bez problemu zamknęłaby się w jednostronicowym, gazetowym felietonie. Opowiadanie na początku czyta się szybko; ciekawość przezwycięża czytelnika, chcemy jak najszybciej poznać bohaterów. Niestety, druga połowa lektury nie jest usłana różami. Moim pragnieniem było przebrnięcie do końca tego „piekiełka” literatury.

„Mit Primum Non Nocere” – polecam książkę na takie wieczory, kiedy nie mamy już ochoty na żadne ambitne rozrywki lub gdy brakuje nam powodów do irytowania się na otaczającą nas rzeczywistość.

Katarzyna Filipińska
(katarzyna.filipińska@dlalejdis.pl)

Radosław Rutkowski, „Mit primum Non Nocere”, Novae Res, Gdynia, 2017 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat