Wojna 1920 obrosła w tyle mitów i przekłamań, że współcześnie nawet część historyków posługuje się nimi, aby udowodnić swoje tezy. I nie chodzi tu tylko o nazwy, bo dla części Polaków Bitwa Warszawska to nadal cud nad Wisłą, ale o szerszy kontekst samej wojny. Czy jeszcze ktoś pamięta, że właściwie rozpoczęła się ona dużo wcześniej, bo bolszewicy zaatakowali wschodnią część Polski już w listopadzie 1918 roku, a zatem zaledwie kilka dni po formalnym ogłoszeniu niepodległości?
„Mity wojny 1920” to świetnie napisana książka historyczna, która daje konkretne odpowiedzi na pytania, często powracające w kontekście Bitwy Warszawskiej i całej wojny. Autorzy odpowiadają na 29 pytań, czasem dość luźno związanych z tematem. Dowiadujemy się, czym naprawdę jest powstanie, jednocześnie zyskując odpowiedź, czy kilka zrywów narodowościowych na pewno się tak powinno nazywać. W zakresie zagadnień dotyczących wojny polsko-bolszewickiej autorzy pytają zarówno o bitwę o Zadwórze, dociekając, czy na pewno należy ją uznać za polskie Termopile. Czytelnik zauważy także podważanie mitu konnicy marszałka Budionnego, dowie się, że w plotce o wjeździe polskich żołnierzy tramwajem do Kijowa jest odrobina prawdy, zacznie się zastanawiać, czy aby na pewno bitwa warszawska zakończyła wojnę i kto tak naprawdę był stroną wygraną w czasie podpisywania rozejmu w Rydze.
Skoro jednak w przekonaniu przeciętnego Kowalskiego wojna polsko-bolszewicka (a może polsko-radziecka?) to głównie działania w ramach Bitwy Warszawskiej, autorzy rozprawiają się z kilkoma mitami, dotyczącymi bezpośrednio samej bitwy, która znowu była wydarzeniem rozciągniętym w czasie i która wcale się nie zakończyła 15 sierpnia. Padają zatem pytania o śmierć księdza Skorupki, walki pod Radzyminem i Ossowem (heroiczne walki czy może chaotyczne strzelaniny), będzie także pytanie o to, kto faktycznie napisał rozkaz nr 10 000 i formalnie wygrał Bitwę Warszawską.
Nie brakuje tu błyskotliwych myśli, które rozpoczynają każdy rozdział, równie ciekawe bywają wnioski, jakie historycy wyciągają. Tak się stało choćby z przypisywaniem największych zasług w bitwie Józefowi Hallerowi. Riposta na ten temat, która wieńczy rozdział o dowódcy Błękitnej Armii, jest jednak poparta faktami, a te niekoniecznie przemawiały na korzyść Hallera. Tak się dzieje z wieloma zagadnieniami, które zajmują autorów. Bezstronne patrzenie na wydarzenia, uwzględnianie wielu aspektów, ale także sięganie do różnych źródeł, czasem niewygodnych dla Polski, sprawiło, że całość jest niezwykle inspirująca. W końcu według autorów Józef Piłsudski i Roman Dmowski zgadzali się tylko w jednej rzeczy. W której? Odpowiedź można znaleźć w książce.
Książka rozprawiająca się z mitami i półprawdami, demaskatorska, a jednocześnie napisana niezwykle przystępnym językiem, dla czytelnika, który nie musi być niezwykle biegły w zagadnieniach historycznych. Moim zdaniem dotrze do każdego, kto choćby w minimalnym stopniu interesuje się historią współczesną i kto nie boi się odpowiedzi na trudne i niewygodne pytania.
Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)
Sławomir Koper, Tymoteusz Pawłowski, „Mity wojny 1920”, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2020
Komentarze