Paolo Sorrentino, włoski reżyser i scenarzysta, to autor scenariuszy do wypuszczonych w 2011 roku „Wszystkich odlotów Cheyenne’a” i „Wielkiego piękna” z roku 2013, ale również najnowszego hitu kinowego pod tytułem „Młodość”. Film został uznany za obraz traktujący o życiu i śmierci, starości i młodości, czasie i przemijaniu. Pokazano go między innymi w ramach cyklu seansów dla seniorów w jednym z krakowskich kin, obecnie zaś możemy go zobaczyć już wszędzie. Ponadto wydana została książka o tym samym tytule, której okładka nawiązuje do plakatu filmowego, a treść jest przerobionym na krótką powieść scenariuszem. Została podzielona na siedemdziesiąt pięć rozdziałów, a wszystko to mieści się na niespełna dwustu stronach. Całą da się przeczytać w półtorej, maksymalnie dwie godziny.
Wzruszenie. Oto słowo, które pojawia się w powieści najczęściej, a jednocześnie doskonale oddaje jej charakter. Fabułę za to najlepiej oddaje słowo: stagnacja. Dzieło bowiem przepełnione jest melodią, kadrem, ruchem i opisem detali, a jednak jest zastygłe w miejscu i czasie. Bohaterowie zmagają się nie tyle z życiem, co sami ze sobą. Wydawać by się mogło, że jest ich dwóch, ale tak naprawdę swoją prywatną i skomplikowaną historię przemyca każda z przedstawionych postaci, od zarośniętego włosami alpinisty, aż po parę milczących Niemców. Czytając, miałam wrażenie, że książka pachnie realizmem, a z kartek kapie mi na palce czyjeś życie. Smutne i pełne rezygnacji, ale namacalne i do bólu prawdziwe.
Nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Sorrentino. Reżysera cenię za umiejętność zbudowania niepowtarzanego klimatu depresyjnego świata mgły i ciągłych dylematów. Nie sięga on jednak po pochłaniającą wszystko czerń, a tym bardziej po onieśmielającą biel. Ukazuje całą skalę szarości, wybierając drogi, które zaskakują widza i bezwiednie poruszają z niedowierzaniem jego głową. Nie inaczej było, gdy czytałam „Młodość”. Wyobrażałam sobie opisane sceny, jako że byłam jeszcze przed seansem, a kilka sytuacji naprawdę mną wstrząsnęło. Raz uświadamiałam sobie coś na pozór oczywistego, raz rodził się we mnie bunt, a raz po prostu dawałam się porwać zaskoczeniu i czytałam dalej, by zobaczyć, co też reżyser dla mnie przygotował.
Tak jak wspomniałam wcześniej, „Młodość” da się przeczytać w niecałe dwie godziny, co też sama uczyniłam. Nie żałuję ani minuty poświęconej tej książce, a dzięki niej z jeszcze większą przyjemnością obejrzę film. Ponadto – choć być może mój entuzjazm jest nieco wygórowany i przesadny – myślę, że jeśli jakieś obrazy można nazwać genialnymi, to ten na ów zaszczyt zasługuje.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Paolo Sorrentino, Młodość, Rebis, Poznań 2015
Komentarze