Sięgnęłam po „Zapach spalonych kwiatów” Melissy de la Cruz w przeświadczeniu, że to romans, może nieco mroczny i pikantny, ale jednak tylko romans. Nikt mnie nie ostrzegł, że będę miała do czynienia z fantastyką.
Ja uprzedzam. Bohaterkami są czarownice (albo czarodziejki, jak kto woli), a w książce nie można opędzić się od magii, przeczuć i uroków.
Freya, Ingrid i ich matka, Joanna, starają się wieść normalne życie w małym, zapomnianym przez świat miasteczku. Dbają o to, by nie rzucać się za bardzo w oczy sąsiadom i próbują okiełznać swe magiczne moce, bowiem od czasów procesów w Salem nie mogą używać czarów. Kobietom ciężko jest jednak w radykalny sposób przestrzegać tych zakazów, więc z dnia na dzień pozwalają sobie na nieco więcej swobody, aż w końcu dochodzi do tego, co nieuniknione – czarownicom puszczają wszelkie hamulce.
Brzmi jak jedna z modnych ostatnio opowieści dla młodzieży? I tak też się ją czytało. Przez książkę przewijają się pojedyncze okazy upiorów, błękitnokrwistych, jest wzbudzająca szacunek, czuwająca nad światem Rada, jest władczyni podziemi, z którą można targować się o zmarłe dusze i są tunele, którymi można swobodnie przemieszczać się w czasie i przestrzeni. A wszystko to zaserwowane czytelnikowi w tak prostej (momentami miałam wrażenie, że wręcz naiwnej) formie, że czułam się trochę tak, jakbym czytała bajkę o wróżkach i smokach. Z tego stanu błogiego powrotu do dzieciństwa raz po raz wyrywało mnie jednak coś, co sprawia, że z czystej przyzwoitości nie mogę zaproponować „Zapachu spalonych kwiatów” nastolatkom. Otóż Melissa de la Cruz ubarwiła swą opowieść o pikantne, dosadnie przedstawione sceny miłosne.
Po lekturze „Zapachu spalonych kwiatów” nie mogłam opanować wrażenia, że jest to powieść nieco przekombinowana, a połączenie w niej nieco infantylnej fabuły z odważnymi scenami erotycznymi nie zdało egzaminu. Oczywiście, przyznaję, że nie jestem fanką powieści fantastycznych, więc być może świat wykreowany przez Melissę de la Cruz posiada jakieś walory, których ja nie umiałam dostrzec. Nie zmienia to jednak faktu, że nie potrafię jednoznacznie wskazać, komu mogłabym polecić, a komu odradzić przeczytanie tej książki. Myślę, że najrozsądniejszym wyjściem z tej sytuacji będzie najostrożniejsze rozwiązanie. Sięgacie po „Zapach spalonych kwiatów” tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Melissa de la Cruz, „Zapach spalonych kwiatów”, Znak literanova, Kraków 2011
Komentarze