Raczej nie spotkamy Ireny Matuszkiewicz w gronie osób nominowanych do prestiżowych nagród literackich. Z pewnością nie usłyszymy o niej w kontekście mówienia o wybitnych postaciach współczesnej polskiej literatury. Za to jest duża szansa, że w sobotni wieczór, gdy wpadnie do nas koleżanka z winem na babskie pogaduszki, autorka pojawi się w rozmowie o ciekawej książce, którą warto przeczytać w zimowe, niedziele popołudnie, siedząc pod kocem i popijając herbatkę.
„Modliszka” nie jest książką wybitną, a nawet bardzo dobrą. Niestety, polska literatura kobieca ostatniego dwudziestolecia obfituje w nie najlepsze wzorce, z Katarzyną Grocholą i Moniką Szwają na czele. Pewną nadzieję można pokładać w Magdalenie Zimny-Louis, której „Pola” przyniosła pewien ożywczy powiew do świata kobiet pokroju Judyty z „Nigdy w życiu”. „Modliszka” Ireny Matuszkiewicz pozostaje pod wyraźnym wpływem tendencji, które zagościły w polskim pisarstwie. Na szczęście jednak nie trąci banałem, brakiem prawdopodobieństwa i zwykłą nudą. Najnowsza powieść autorki „Szeptów” to interesująca, lekka i łatwa książka, która zapewni kilka godzin czystej przyjemności czytania.
Milena i Lucjan są małżeństwem od ponad 20 lat. Radek, syn Mileny z pierwszego małżeństwa studiuje poza domem. Kobieta pracuje jako protetyk – lubi swoją pracę, która daje jej satysfakcję i godny zarobek. Mieszka w pięknym domu, odziedziczonym po rodzicach, zatrudnia panią Jankę, która zajmuje się domem, spotyka się z przyjaciółkami i prowadzi stabilne życie dojrzałej kobiety. Jednak przełom wieków przynosi wiele dramatycznych zmian...
Gdy znajoma starsza pani Loda oświadcza Milenie, że jej mąż ma romans, którego owoc niedługo przyjdzie na świat, kobieta nie wie, co zrobić. Tym bardziej, że oprócz niewiernego męża, syn również okazały się niezbyt rozsądny w dziedzinie kontaktów damsko-męskich i przywozi matce do domu ciężarną dziewczynę. Na domiar złego do sąsiedniego, „przeklętego” domu wprowadza się tajemnicza Laura Widacka ze starym, chorym na alzheimera ojcem, który niegdyś cieszył się sławą wybitnego architekta. Początkowo nieszkodliwa, kobieta zaczyna coraz bardziej wkraczać w życie Mileny i jej bliskich. I na nic zdają się przeczucia starszych pań, które kręcą nosem na nową osobę w towarzystwie.
„Modliszka” to książka o niczym szczególnym, to zapis różnego rodzaju sytuacji, które każdego dnia przydarzają się tysiącom ludzi obok nas. Na szczęście jednak Matuszkiewicz nie popada w tani sentymentalizm ani przesady patos. Moje początkowe obawy, że książka okaże się pisaną wersją „M jak miłość” zostały szybko rozwiane. „Modliszka” to przede wszystkim ciekawa powieść, w której nie ma bohaterów o nieposzlakowanym życiorysie. Nawet Milena, której w pewnym momencie bliscy chcą wcisnąć aureolę nad głowę, ma całkiem sporo za uszami. Nawet uroczy i hołubiony przez wszystkich Andrzej Cejnar w końcu odsłania ciemną stronę.
Warto przyjrzeć się również relacjom między bohaterami powieści, które dość dobrze odwzorowują to, z czym spotykamy się w życiu codziennym. Szczególnie interesujące są sposoby porozumiewania się między pokoleniami. Starsze osoby mogą być często niedoceniane, podczas gdy warto odwołać się do ich wiedzy i doświadczenia życiowego. Z kolei młodzi, którzy podejmują czasem bardzo głupie decyzje, mogą okazać się dojrzalsi niż początkowo się wydawało.
„Modliszka” to bardzo przyjemna, lekka lektura, choć końcówka nieco rozczarowuje, bo ma się wrażenie pisania jej na szybko, na kolanie, byle skończyć w określonym terminie. Oczywiście, Matuszkiewicz nie jest pierwszą autorką, która zastosowała model wyjaśniania wszystkich tajemnic w ostatniej części, jednak nie dokonała tego zabiegu w sposób zgrabny. A szkoda, bo całość została naprawdę nieźle napisana, bez przegadywania i zbędnych komentarzy, bez niepotrzebnego moralizatorstwa i epatowania „prawdami życiowymi”.
Mimo kilku zarzutów polecam „Modliszkę” jako ciekawy przykład literatury kobiecej, napisanej w sposób nieinfantylny i niegłupawy. Ot, taka książka do przeczytania i małej zadumy o tym, ile w każdym z nas jest modliszki.
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
Irena Matuszkiewicz, „Modliszka”, Prószyński i S-ka
Komentarze