Modne wampiry w przeciętnej oprawie

Recenzja książki "Dotyk ciemności".
„Dotyk ciemności” to historyjka o wampirach jakich wiele, choć jakościowo nie przedstawia zbyt dużej wartości.

Książka amerykańskiej pisarki Karen Chance „Dotyk ciemności” należy ponoć do bestsellerowej serii. „Ponoć”, bo po lekturze nie dostrzegłam ani jednego powodu, dla którego miałaby zasilić tak zaszczytne grono. Autorka, zdaje się, starała się nadać swojej powiastce walory wysokiej jakości literatury, gdyż powplatała do wydumanych i kiepsko, moim zdaniem, zarysowanych scen ciekawe, autentyczne postaci, typu: wybitny XVI-wieczny malarz Rafael, czy seryjny, psychopatyczny morderca Kuba Rozpruwacz. Chance przywróciła ich niejako „do życia”, umieszczając w świecie magii, jako wampiry, duchy bądź innego rodzaju wymyślone stwory. Klamrą łączącą całą tę wyimaginowaną scenerię i bohaterów jest młoda, obdarzona darem jasnowidzenia, dziewczyna – Cassandra Palmer, która rzecz jasna swego daru nie chce i pragnie być zwyczajną osobą.

W „Dotyku ciemności” odnajdziemy też charakterystyczne dla większości opowieści o wampirach wątki miłosne. Mimo że Cassi w początkowych kartach książki stara się nam uzmysłowić, że wampiry nie są pięknymi, seksownymi osobnikami, ale odrażającymi, ohydnymi typami, które z hollywoodzkim wizerunkiem nie mają nic wspólnego, to zakochuje się nie w jednym czarującym wampirze, ale nawet w dwóch. Zastanawiam się wobec tego, co autorka miała na myśli, wkładając w usta bohaterki takie słowa? Zapewne stanowić miały jedynie grę pozorów, by zaciekawić czytelników, a pogłębić te doznania pewnie dodatkowo miała obrazowo opisana scena seksu oralnego.

Muszę przyznać, że podobnie jak wiele współczesnych nastolatków (chociaż już do tej grupy społecznej się nie zaliczam), lubię historie o wampirach. Clue tego typu opowieści to idealnie skrojeni bohaterowie, w tym przede wszystkim tajemnicze, pociągające, uwodzicielskie wampiry rozdarte pomiędzy żądzą krwi, a pożądaniem i miłością do śmiertelnika. Wydaje mi się, że Karen Chance tej prostej zależności nie dostrzegła, albo widząc ją, po prostu „przedobrzyła”, siląc się na oryginalność, która w tym przypadku przeistoczyła się w małostrawny natłok nudnych zdarzeń.

Jowita Kubiak
(jowita.kubiak@dlalejdis.pl)

Karen Chance, „Dotyk ciemności”, Papierowy Księżyc, Słupsk 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat