„Mój przyjaciel zdrajca”- recenzja

Recenzja książki „Mój przyjaciel zdrajca”.
Ryszard Kukliński nie jest pokazany jako szpieg, „bawidamek”, czy bohater, ale jako mężczyzna, który szczerze odsłania swą prawdziwą twarz przed Marią Nurowską i chce jej opowiedzieć historię swojego życia.

Marię Nurowską spotkało ogromne szczęście, bo oto mogła poznać i zobaczyć na własne oczy człowieka, wokół którego narosło zbyt wiele legend, oraz który budzi więcej nienawiści, wynikającej z niezrozumienia i niewiedzy, niż sympatii i podziwu, które mu się zwyczajnie należą. Dzięki kilkunastu spotkaniom, mogła konfrontować opowieść najbardziej znanego szpiega w Polsce z jego rzeczywistym zachowaniem, odruchami, smutkiem w oczach i nieudawaną tęsknotą za domem ojczystym, a tym samym wyrobić sobie opinię na jego temat. Czy można wobec powyższego stwierdzić, że naprawdę poznała Ryszarda Kuklińskiego, czy też przelała na papier mrzonki o nim, które zakotwiczone głęboko w głowie, nie pozwalały jej wyjść poza ramy własnej wyobraźni?

Odpowiedzią na postawione pytanie, niech będzie fakt, że książka „Mój przyjaciel zdrajca”, to przecież nie zbiór zasłyszanych opowiastek, czy też skopiowanych z innych publikacji wniosków. To ciężka praca, wymagająca nie lada umysłu, smaku oraz obiektywizmu, by z wielogodzinnych nagrań, stworzyć na niespełna trzystu stronicach, portret mężczyzny. Nie szpiega, nie „bawidamka”, nie bohatera, ale mężczyzny, który szczerze odsłania swą prawdziwą twarz przed Marią Nurowską. Stąd właśnie być może jego jedyny warunek, by publikacja doszła do skutku: książka mogła być wydana dopiero po jego śmierci.

Być może właśnie poczucie, że nie będzie musiał konfrontować jej z oceną „zainteresowanych”, ani też nie będzie ponownie ofiarą nagonki, pozwoliła mu na chwilę odprężenia oraz szczerość, której przez całe swe życie musiał się strzec. Zarówno wtedy, gdy zrozumiał, że wojsko polskie, jest polskim tylko z nazwy, a także wtedy, gdy rozkochiwał w sobie żony i córki sowieckich oficerów. Musiał strzec się szczerości, gdy zrozumiał, co czeka Polskę, jeżeli nie uprzedzi kogoś o planach radzieckiej armii, co powodowało, że jego życie w ciągłym strachu, nie tyle o siebie, co o rodzinę, wymuszało na nim nakładanie maski, nawet przed swoimi bliskimi. Niezrozumiany, otoczony wrogami, niespełniony w miłości, ani w ojcostwie, postawił sobie cel nadrzędny, piękny, lecz nie wiedzieć czemu, do dziś niedoceniany przez wielu. Walka o Polskę, wynikająca z głębokiej miłości do własnej ojczyzny, jest dziś zarówno powodem do chwały i nagród, ale też szykanowania i stawiania wielu podchwytliwych pytań.

Trudno orzec czy książka Marii Nurowskiej pozwoli komuś przekonać się do Ryszarda Kuklińskiego. Czy pozwoli zrozumieć jego motywy, decyzje, bolączki? Dla jednych Kukliński na zawsze pozostanie zdrajcą, dla reszty bohaterem. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie go opluwał, a także taki, co stawiać mu będzie pomniki. Jedno jest pewne, jeżeli wszyscy mieliby go uznać za bohatera, który zapobiegł groźbie odwetowego ataku nuklearnego na terytorium Polski, to musieliby innych uznać za zdrajców. A nie każdego stać na takie „przemeblowanie” w głowie.

Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)

Maria Nurowska, „Mój przyjaciel zdrajca”, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat