„Moja droga Emmie Blue” - recenzja

Recenzja książki „Moja droga Emmie Blue”.
Czy istnieje coś takiego jak przeznaczenie? Emmie Blue poznała już odpowiedź na to pytanie.

Macie czasami wrażenie, że jakaś nadnaturalna siła kieruje Waszym życiem, a wszystkie kłopoty, problemy i przeciwności losu prowadzą do określonego celu, którego jeszcze nie znacie? Z pozoru błahe decyzje wywołują lawinę niespodziewanych zdarzeń. Przełomowe wydarzenia okazują się w rzeczywistości epizodami bez znaczenia. Życie stawia przed nami wiele wyzwań, które czasami wydają się ponad nasze siły, ale to właśnie dzięki nim stajemy się silniejsi. A może mieliście czasami ochotę podzielić się z kimś najbardziej bolesnym sekretem? Wysłać przysłowiowy „list w butelce” w nadziei, że ktoś go kiedyś odczyta? Na taki właśnie krok w trudnym momencie swojego życia zdecydowała się Emmie Blue. Jej „listem w butelce” został balon z marzeniem, który jakimś cudem trafił w ręce jej rówieśnika we Francji. Lucas - chłopiec, który odnalazł tajemniczą wiadomość - urodził się w tym samym dniu, co nadawca balonowej poczty. Zrządzenie losu, przypadek, a może przeznaczenie?

Emmie i Lucasa poznajemy w przededniu ich trzydziestych urodzin. Wspólna kolacja przybiera nieoczekiwany obrót i staje się pretekstem, by poznać początki ich znajomości.  Akcja książki toczy się bowiem na dwóch płaszczyznach – w przeszłości i teraźniejszości. Przyglądamy się tej  przyjaźni, a towarzyszami naszej podróży jest przyrodni brat Lucasa – Eliot, Marie, Rosie, Fox, Louise i wielu innych bohaterów, którzy niejednokrotnie zamieszają w życiu Emmie.

„Moja droga Emmie Blue” ma odrobinę wspólnych cech z komediami romantycznymi, ale jest w niej również sporo smutku, goryczy i rozczarowania. Pojawia się tu także kilka absurdów.  Jakoś ciężko wyobrazić mi sobie nastolatkę, która podkochuje się w Jonie Bon Jovi i wie kim jest Ozzy Osbourne. Rok 2006 to raczej schyłek popularności amerykańskiego zespołu z New Jersey, więc   ta fascynacja wypada mało autentycznie. Poza tym terapeutka z brakiem jakichkolwiek przebłysków empatii to wielkie nieporozumienie. Jeśli jednak przymkniemy oko na te drobne szczegóły i zignorujemy fakt, że nasi bohaterowie zachowują się chwilami bardziej jak licealiści, a nie dorosłe, odpowiedzialne osoby, to spędzimy przemiły czas podczas lektury, bo w gruncie rzeczy  „Moja droga Emmie Blue” to lektura lekka, łatwa i przyjemna.

Jeśli komedie romantyczne nie grają Wam w duszy, omijajcie tę książkę z daleka. W pozostałych przypadkach lektura jest jak najbardziej dozwolona,  a w przypadku młodzieży nawet wskazana. „Moja droga Emmie Blue” to bowiem książka o poszukiwaniu siebie, o radzeniu sobie z traumatycznymi przeżyciami i o leczącej mocy przyjaźni, życzliwości i miłości. Emmie Blue wypuszczając swój balon marzyła o prawdziwym przyjacielu, a Ty? Jakie życzenie widniałoby na Twojej balonowej przesyłce?

Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)

Lia Louis, „Moja droga Emmie Blue”, Warszawa, Wydawnictwo Burda Książki, 2021



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat