Bohaterką powieści jest Antonina, która wyjeżdża do Lipna do swojej cioci. Jest otyłą dziewczynką, jej rodzice się rozwodzą, a ciotka początkowo wydaje się bardzo niesympatyczną starszą panią. Myślę, że to sytuacja, z którą może utożsamić się wiele nastolatek – brak akceptacji własnego ciała, rozstanie rodziców, poczucie zagubienia, samotność i nagłe zmiany. Tosia ma swoje kompleksy, lęki i problemy. I właśnie dlatego wydaje się tak prawdziwa. Okazuje się jednak, że dziewczyna ma pewien dar. Potrafi rozmawiać z tymi, których już nie ma. Z okien pokoju widzi mural z Polą Negri i Charliem Chaplinem. Mural ożywa i dziewczynka prowadzi rozmowy z dawnymi gwiazdami kina. Rozmawiają o historii Poli, o tym, jak kiedyś wyglądało miasto, o współczesności, ale też o rzeczach zdecydowanie bardziej uniwersalnych – marzeniach, odwadze, przemijaniu i tym, co właściwie oznacza bycie sobą. I tutaj zaczyna się najciekawsza część tej historii. Antosia niespodziewanie zaczyna się otwierać i postanawia ruszyć w drogę za swoimi marzeniami.
Ogromnym atutem tej książki są aforyzmy, które uwielbiam! Pasują zarówno do życia dorosłego, jak i nastolatka. Trzy najpiękniejsze: „Pamiętaj, że kiedy jedne drzwi się zamykają, to otwierają się drugie”. „Patrz z ciekawością na to, co życie ma ci do zaoferowania”. „Otwórz swoje serce na nieznane”. Banalne? Być może. Ale w połączeniu z historią Antosi i gwiazd starego kina daje to naprawdę świetny klimat. I właśnie takie proste zdania czasami trafiają w człowieka najmocniej. Oczy kilka razy mi się zaszkliły.
Co bardzo ważne, z bohaterką może utożsamić się wiele nastolatek. Dziewczynka w trudnej sytuacji rodzinnej, nieakceptowana, zmagająca się ze swoim wyglądem, a jednak szukająca swojej drogi. Uważam, że to niezwykle ważne w tego typu literaturze! Zwłaszcza że temat wyglądu i akceptacji własnego ciała jest dzisiaj dla młodych ludzi naprawdę ważny. Bardzo dobrze pokazane są również emocje dziewczynki związane z trudną relacją między rodzicami. Naprawdę czułam jej zagubienie, żal i potrzebę znalezienia miejsca, w którym będzie mogła po prostu być sobą.
Podobała mi się też prawda o kobietach – o kobiecej sile, wdzięku i mocy. Spotkanie młodej dziewczyny z postacią Poli Negri staje się czymś więcej niż tylko ciekawym elementem fabuły. To trochę spotkanie dwóch światów, dwóch pokoleń i dwóch różnych doświadczeń. A jednak okazuje się, że mimo upływu lat pewne rzeczy pozostają takie same. Potrzeba akceptacji, pragnienie miłości, marzenia, strach przed oceną czy chęć znalezienia własnego miejsca w świecie nie mają przecież daty ważności. Autorka pokazała, że nawet jeśli kogoś już nie ma, nadal żyje na kartach historii. I że często nasze przeżycia są bardzo podobne do przeżyć osób, które żyły w całkiem innej rzeczywistości, lata temu.
„Moja przyjaciółka Pola” to książka o dorastaniu, ale też o tym, że nigdy nie jest za późno, żeby coś zmienić. O zamykających się drzwiach i tych, które dopiero mają się otworzyć. O tym, że czasami trzeba wyjechać, żeby tak naprawdę spotkać samego siebie.
Kilka słów o okładce, która niestety nie zachęciła mnie do czytania – wygląda jak wygenerowana w AI. Na szczęście książki nie ocenia się po okładce i w tym przypadku powiedzenie to miało swoje pełne odzwierciedlenie. I chyba właśnie dlatego po odłożeniu książki zostałam z jedną myślą: warto być ciekawym tego, co jeszcze może nam przynieść życie. Nawet jeśli na początku wcale nie wygląda to obiecująco.
Elżbieta Kaźmierowska
Marta Owczarek-Boraczyńska, „Moja przyjaciółka Pola”, Wydawnictwo Novae Res, Gdynia 2026.
Komentarze