„Moja wina, twoja wina” to jedna z tych książek, które wciągają czytelnika nie gwałtownie, lecz podstępnie — niczym spokojna rozmowa przy kawie, podczas której nagle ktoś wypowiada zdanie zmieniające wszystko. Najnowsza powieść autorki nie opiera się na spektakularnych zwrotach akcji czy sensacyjnych wydarzeniach. Zamiast tego autorka zagląda w głąb relacji, napięć, małych pretensji i wielkich żalów, które nosimy w sobie. I właśnie dlatego ta książka boli tak prawdziwie.
Już od pierwszych stron czuć charakterystyczny styl Moriarty — lekki, ironiczny, momentami wręcz zabawny, ale podszyty niepokojem. Autorka prowadzi czytelnika przez historię grupy ludzi, których losy splatają się wokół jednego wydarzenia. Z pozoru nic wielkiego: spotkanie przy grillu. Ot, przyjacielskie rozmowy, dobre jedzenie, drink. Jednak pod sielankową powierzchnią narasta napięcie. Każde spojrzenie, każde przemilczenie i każda „niewinna” uwaga stają się cegiełką budującą emocjonalny ciężar tej opowieści.
Największą siłą książki są bohaterowie. Moriarty ma niezwykły talent do tworzenia postaci autentycznych. Nie są idealni — i właśnie dlatego są tak fascynujący. Popełniają błędy, bywają egoistyczni, okrutni, śmieszni i bezradni. Czytelnik raz im współczuje, a chwilę później ma ochotę nimi potrząsnąć.
Szczególnie poruszający jest sposób, w jaki autorka pokazuje mechanizmy winy. Tytułowe „moja wina, twoja wina” staje się nie tylko osią fabuły, ale także uniwersalnym pytaniem o odpowiedzialność. Kiedy kończy się przypadek, a zaczyna świadoma krzywda? Jak długo można usprawiedliwiać siebie, obwiniając innych? Moriarty nie daje prostych odpowiedzi. Zamiast moralizować, pozwala czytelnikowi samemu oceniać bohaterów — a czasem wręcz zmusza go do zmiany zdania.
Ogromne wrażenie robi także tempo narracji. Moriarty nie spieszy się. Pozwala historii oddychać, stopniowo odsłaniając kolejne sekrety. Dzięki temu napięcie narasta niemal niezauważalnie. To trochę jak obserwowanie nadciągającej burzy — początkowo widzimy tylko pojedyncze chmury, ale z każdą stroną niebo staje się coraz ciemniejsze. I kiedy wreszcie dochodzi do emocjonalnej eksplozji, uderza ona z ogromną siłą.
Warto też podkreślić, jak świetnie autorka operuje humorem. Nawet w najbardziej dramatycznych momentach potrafi wpleść drobną ironię albo absurd codzienności, dzięki czemu książka nie przytłacza. To bardzo charakterystyczne dla Moriarty — jej bohaterowie cierpią, kłócą się i rozpadają emocjonalnie, a mimo to wciąż potrafią być zabawni. Ten kontrast sprawia, że powieść wydaje się jeszcze bardziej ludzka.
Nie oznacza to jednak, że książka jest pozbawiona wad. Wręcz przeciwnie — momentami można odczuć, że autorka zbyt długo przeciąga niektóre wątki. Są fragmenty, w których akcja wyraźnie zwalnia, a powracające analizy emocji bohaterów zaczynają się powtarzać. Czytelnik może mieć chwilami wrażenie, że Moriarty zbyt mocno celebruje codzienne szczegóły, które nie zawsze wnoszą coś nowego do historii. Dla jednych będzie to zaleta budująca realizm, dla innych — niepotrzebne rozwlekanie fabuły.
Kilku wątkom z pewnością przydałoby się mocniejsze domknięcie, ponieważ kończą się nieco zbyt subtelnie, jakby autorka nie chciała powiedzieć ostatniego słowa.
Mimo tych niedoskonałości trudno odmówić tej książce emocjonalnej siły. To powieść, która zostaje w głowie długo po przeczytaniu ostatniej strony. Nie dlatego, że szokuje czy oferuje spektakularny finał, ale dlatego, że dotyka rzeczy bardzo prawdziwych. Moriarty przypomina, że życie rzadko jest czarno-białe. Każdy nosi w sobie własną wersję wydarzeń, własne poczucie winy i własne usprawiedliwienia. Najbardziej poruszające jest chyba to, że autorka nikogo jednoznacznie nie osądza. W jej świecie ludzie są pogubieni, zmęczeni, pełni sprzeczności. Chcą być dobrzy, ale czasem ranią innych. Chcą kochać, ale nie potrafią rozmawiać. Chcą zapomnieć, choć jednocześnie rozpamiętują przeszłość bez końca. Dzięki temu bohaterowie są boleśnie prawdziwi.
Po zakończeniu lektury zostaje przede wszystkim refleksja: jak często w życiu próbujemy rozdzielać winę między „moją” a „twoją”, zamiast po prostu przyznać, że prawda zazwyczaj leży gdzieś pośrodku.
Anna Stasiuk
Liane Moriarty, „Moja wina, twoja wina”, Znak Literanova, Kraków, 2026.
Komentarze