„Moja korona ziemi. Dzienniki z wypraw” - recenzja

Recenzja książki „Moja korona ziemi. Dzienniki z wypraw”.
Książka o człowieku, który swoje marzenia o najwyższych górach spełniał.

„Moja Korona Ziemi” to relacja z  wypraw Romana Dzidy na 9 najwyższych szczytów poszczególnych kontynentów (Dlaczego 9? O tym przeczytacie w książce.), tzw. Seven Summits. Prestiżowe wyzwanie autor zrealizował w latach 2003-2011 wchodząc na: Aconcaguę, Mount Blanc, Elbrus, Kilimandżaro, McKinley, Mount Everest, Mount Vinson, Górę Kościuszki i Piramidę Karstens. To szczyty, które zdobywają nieliczni i najwytrwalsi.

Roman Dzida opisuje podróże dzień po dniu, czasem nawet godzina po godzinie. Swoje spostrzeżenia i myśli notował „na gorąco”, w notesach, na kawałkach papieru, które w danym momencie miał pod ręką. Opis każdej podróży zaczyna we własnym domu, a kończy lotem powrotnym. W jego relacji nie brakuje ani chwili z długich podróży.

Tym, co najważniejsze w dzienniku Romana Dzidy są jego wspomnienia ze zdobywania szczytów. W każdym z rozdziałów czytelnik, niemający większej wiedzy na temat zdobywania szczytów, dostanie sporą dawkę nowej wiedzy i informacji. Przeczyta o bazach, zwyczajach oraz kulturze tubylców i uczestników eskapad, noclegach i posiłkach, zobaczy oczami autora trud drogi na szczyt, a nawet natrafi na cenniki z niektórych miejsc. Dotrze do akapitów o śnieżnych zamieciach, przemarzniętych kończynach, zimnie i głodzie, skrajnym wyczerpaniu, czy śmierci i braku możliwości udzielenia pomocy.

Autor ma ogromny szacunek do gór. Pisze o obowiązkowym wyposażeniu (najlepiej w najlepszy sprzęt), przeszkoleniu, przygotowaniu, niebezpieczeństwie podczas wypraw, a także udziela rad. Z książki dowiadujemy się ile może trwać aklimatyzacja, że szczytu nie zdobywa się za pierwszym razem, a czasem podchodzi do niego kilkakrotnie.

Forma dziennika skraca dystans między czytelnikiem a  autorem. Język zapisów jest prosty i lekki, więc książkę pochłania się błyskawicznie mając wrażenie, że autor pokazuje nam zdjęcia z albumu (każdy rozdział zawiera zdjęcia z wyprawy) i opowiada nam swoją podróż siedząc tuż obok. Jest szczery, nie chwali się. Nie ukrywa, że podczas wędrówek korzystał ze wsparcia (przewodników, tragarzy, kucharzy, kolejek linowych). Opisuje wyprawy, na które zabrał rodzinę, a także wspomina o tłumach turystów na jednym z wierzchołków. Podróżuje nie tylko w celu wędrówki na szczyt, ale i zobaczenia miejsc, które mija po drodze.

Książka „Moja korona ziemi” to relacja dla ludzi, którzy kochają góry. Dla zawodowców i amatorów. Dla tych, którym czasem brakuje odwagi i wolą z daleka podziwiać tych, którzy się wspinaną. A potem… dla każdego innego, kto podobnie jak autor, będzie chciał spełnić swoje marzenie.

Milena Kwasek
(milena.kwasek@kobieta20.pl)

Roman Dzida, „Moja korona ziemi. Dzienniki z wypraw”, Gdynia, Novae Res, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat