To nie jest kolejna cukierkowa opowieść o idealnym i bezproblemowym uczuciu. Autorka bez żadnych filtrów zabiera nas w świat swoich związków z kobietami – przestrzeni pełnych ogromnego, magnetycznego napięcia, fascynacji, ale też powolnej, cichej destrukcji. Na kartach książki odbija się wciąż ten sam, bolesny schemat: początkowa nadzieja, gwałtowna namiętność, toksyczne uzależnienie i wreszcie nieuchronny rozpad. Sandra G. stawia przed czytelnikiem pytanie o rzecz fundamentalną: dlaczego jako ludzie tak łatwo wybieramy to, co nas rani, i dlaczego tak uporczywie szukamy ratunku na zewnątrz?
Wielki plus należy się autorce za ogromną odwagę. Porusza ona niezwykle trudny, intymny temat i zupełnie nie boi się mówić o nim otwarcie. Brawo za to, że potrafi być w pełni sobą – bez udawania, bez chowania się za bezpiecznymi maskami i bez szukania taniej aprobaty u kogokolwiek.
Dla mnie ta książka była niezwykle poruszająca, choć momentami stanowiła bardzo bolesne zderzenie ze współczesnymi czasami. Pokazuje ona rzeczywistość, w której tak łatwo zgubić własne „ja” w pędzących relacjach. „Moje lesstorie” zostawia czytelnika z prostą, ale trudną do przełknięcia prawdą: nie znajdziesz prawdziwej miłości, dopóki nie nauczysz się kochać samego siebie. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto ma w sobie odwagę, by spojrzeć we własne lustro.
Daria Konieczna
Sandra G., „Moje lesstorie”, Wydawnictwo Novae Res, Gdynia, 2026.
Komentarze