„Monodram” Elizy Segiet to dosyć zabawna opowieść o meandrach uczuciowych Kariny. Kobiety w średnim wieku, która na swej drodze spotyka „tego” mężczyznę. Maurycy jest piękny i seksowny, pociągający i urzekający. Karina mogłaby tylko mówić o nim w superlatywach. Poznają się na zimowych wakacjach, na które bohaterka wybrała się wraz z przyjaciółką. Koleżanka szusuje po stokach, a Karina w tym czasie przesiaduje w sklepach oraz kawiarniach. Gdy widzi pierwszy raz Maurycego w hotelu jest poruszona do głębi. Prawie od razu poddaje się namiętności i szaleństwu, by w końcu zdobyć się na odwagę i poznać Ideał. Historia ich miłości jest jednak pełna niespodzianek. Fakt natomiast można stwierdzić jeden. Karina jest samotną kobietą o uporządkowanym życiu zawodowym. Poza tym prawdopodobnie jest całkowicie puste. Zatem, gdy spotyka Maurycego, rzuca się z pasją, nie tylko na niego, ale również na samo bycie w uczuciu. Żyje od telefonu do telefonu, licząc również prawie za każdym razem długość wyrazów w wysłanych esemesach. Jej namiętność, również do samej miłości, jest tak wielka, że nawet oszustwa Maurycego nie robią na niej większego wrażenia. Nadal chce wierzyć i czuć to wielkie uczucie – Miłość.
„Monodram” to zgrabnie napisany tekst. Przeznaczeniem jest prawdopodobnie scena, jak wskazuje tytuł. Mimo tego jak dowcipna jest cała opowieść, nie wiem czy utrzymałaby ciężar konstrukcji w czasie przedstawienia. Niezwykle trudno jest napisać scenariusz dla jednej osoby. Taki, który nie znudziłby widza po kilkunastu minutach. „Monodram” czyta się dobrze, jednak mam wątpliwość, czy nadal byłby tak zabawny, gdyby był prezentowany w jednym akcie na scenie. Być może jest to oczywiście tylko wrażenie. Jeśli tekst doczeka się kiedyś teatralnej realizacji, będzie to świetna okazja, by porównać tzw. litery z życiem.
Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)
Eliza Segiet „Prześwity. Monodram” wydawnictwo SIGNO Kraków 2015
Komentarze