Moralitet dla klasy średniej

Recenzja książki Agnieszki Szygendy Kupię rękę.




Okładkowe obietnice wychowanicy prof. Janion, iż w powieści ?wieje grozą? oraz ?zionie czarnym humorem?, również nie znajdują w ?Kupię rękę? pokrycia. Czarny humor ogranicza się jedynie do eksploatowania jednego pomysłu, mianowicie sprzedaży skóry jako powierzchni reklamowej na internetowych serwisach aukcyjnych. Na tym właściwie koniec obiecywanej makabry, bo trudno chyba za takową uznać nieporozumienie wynikłe z dwuznaczności stwierdzenia ?rodzice nie żyją?. Ani to dowcipne, ani poruszające.

?Kupię rękę? miejscami przywodzi na myśl niezapomnianą ?Poczwarkę? Doroty Terakowskiej ? i tu, i tam mamy japiszona z niepracującą żoną i małym dzieckiem, który doznaje katharsis, tj. dane mu jest zrozumieć, co w życiu jest najważniejsze (a więc: szacunek i miłość wobec rodziców i seniorów rodu, czas spędzany z dziećmi, pamięć o przeszłości rodzinnej ? i tak dalej, i tak dalej). Szygenda na szczęście rezygnuje z hołubionej przez Terakowską pseudo-metafizyki i oklepanej symboliki, dzięki czemu podczas lektury poprzestajemy jedynie na ironicznym uśmiechu, a nie złośliwym rechocie.  

Wątek japiszona jest zresztą jedynym, który doczekał się jakiegoś rozwinięcia ? pozostałe dwa są ledwie nakreślone, trudno o jakiekolwiek przejęcie się ich losami. Dwa akapity tłumaczące, dlaczego student Tomek decyduje się na wystawienie na aukcji prawej ręki, nic nam nie wyjaśniają. Akcja pędzi na złamanie karku (?Kupię rękę? da się spokojnie przeczytać w dwie godziny), stąd też niemal wszystkie motywacje bohaterów czytelnik zmuszony jest przyjąć na wiarę, bo absolutnie nie wynikają one z zaledwie naszkicowanej psychologii postaci (jakim cudem zahukana Iga decyduje się w końcu na odejście od niewiernego narzeczonego?).

Generalnie, trudno zgadnąć, kto ma być targetem powieści. Zblazowanego pokolenia w okolicach 30-stki raczej nie ruszą ?prawdy ludzi prostych? wygłaszane przez dziadka jednego z głównych bohaterów. Konserwatystów, tęskniących za ?literaturą promującą wartości rodzinne?, zrażą szczegółowe opisy procederu handlu skórą-powierzchnią reklamową oraz ukazanie tej mniej ładnej twarzy polskiego kapitalizmu.

W sumie szkoda, że autorka nie poszła właśnie w tę stronę ? 20-lecie polskiej transformacji domaga się satyrycznej analizy, a handel towarem żywotnym (powierzchnia ciała) w celu zwiększenia sprzedaży nieżywotnego, to przecież temat samograj. Tym większa szkoda, że autorka, dysponująca sprawnym piórem, wolała popełnić apologię wartości rodzinnych.

Aleksandra Konarzewska
(aleksandra.konarzewska@dlalejdis.pl)

Agnieszka Szygenda, ?Kupię rękę?, Wydawnictwo Bliskie, Warszawa 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat