Bydgoszcz, okres międzywojenny. Na wysepce na Zimnych Wodach znaleziono zwłoki kobiety. Na miejscu nietrudno jest znaleźć tropy wskazujące na to, że nie była to śmierć z przyczyn naturalnych. To zagadkowe morderstwo będą próbowali rozwiązać policjanci Sosnowski i Kostecki razem z aspirantem Fąferkiem. Czy była to zbrodnia z miłości? Czy też może jest to „dzieło” seryjnego mordercy, który już wcześniej zaznaczył swoją obecność w Bydgoszczy? A może kobieta stała się po prostu przypadkową ofiarą?
„Mord na Zimnych Wodach” to opowieść, która rozpoczyna się jak klasyczny kryminał: jest zbrodnia, pewne poszlaki, prowadzone jest śledztwo (również bardzo klasyczne, bowiem z uwagi na czas rozgrywania się akcji – rok 1926 – nie były jeszcze dostępne wszystkie współczesne rozwiązania technologiczne). Później do tego wątku dochodzą dodatkowe – powiązane z głównymi bohaterami, ale jednocześnie odciągające uwagę czytelnika od sprawy kryminalnej.
Z całą pewnością mocną stroną tej opowieści jest to, w jaki sposób Małgorzata Grosman zbudowała sylwetki bohaterów. Widać w tym sporą dbałość o detale i realizm czasów, w jakich toczy się akcja. Wielowymiarowe postacie nie zdarzają się niestety w kryminałach zbyt często, dlatego tak bardzo doceniam ten wkład autorki.
„Mord na Zimnych Wodach” nie jest kryminałem, który można byłoby określić mianem „wybitnego”, jednak czasu spędzonego nad lekturą tej książki nie uważam za stracony. To ciekawa opowieść w stylu retro, w którą z pewnością Małgorzata Grosman włożyła wiele serca. To się czuje podczas lektury.
I jest coś jeszcze, co mnie osobiście zdecydowanie urzekło – po pierwsze bydgoska gwara, dzięki której historia nabiera realizmu (w książce pojawił się też słowniczek, tłumaczący poszczególne pojęcia) i fakt, że Małgorzata Grosman poprzeplatała bohaterów fikcyjnych z osobami, które faktycznie zapisały się na kartach historii. W ostatnim rozdziale, zatytułowanym „Na marginesie” można znaleźć więcej informacji na temat tych postaci (i nie tylko). To był niezwykle miły dodatek na zakończenie czytelniczej przygody z „Mordem na Zimnych Wodach”.
Wydaje się, że w sposób naturalny książką zainteresowani będą mieszkańcy Bydgoszczy. Myślę, że to miłe uczucie, móc przeczytać o swoim mieście i miejscach, które się dobrze zna lub o których wiele się słyszało. Wspomnieć, jak mijane ulice wyglądały prawie 100 lat temu, a także móc przejść szlakiem, jakim podążali bohaterowie tej historii.
Książka ta dostarczy też rozrywki fanom mniej angażujących kryminałów, którzy docenią koloryt historyczny. Teraz, gdy więcej czasu spędzamy w domowym zaciszu, „Mord na Zimnych Wodach” może stać się poszukiwaną chwilą wytchnienia.
AP
(biuro@dlalejdis.pl)
Małgorzata Grosman, „Mord na Zimnych Wodach”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań, 2019
Komentarze