„Morderca jest wśród nas” – recenzja

Recenzja książki „Morderca jest wśród nas”.
Sylwestrowy wyjazd na łono natury przybiera krwawy obrót.

Czterodniowy odpoczynek w szkockim kompleksie chat myśliwskich Loch Corrin wydaje się doskonałym zwieńczeniem roku dla dziewięcioosobowego grona trzydziestokilkuletnich przyjaciół z Londynu. Większość zna się jeszcze z czasów studiów na Uniwersytecie Oksfordzkim, tylko dwie osoby dołączyły do paczki w późniejszym okresie. Jak to zwykle bywa w dorosłym życiu, coraz trudniej jest im wygospodarować czas dla siebie, dlatego też wspólny Sylwester i powitanie Nowego Roku zdają się być idealną okazją do nadrobienia zaległości. Sielankową wizję psuje nagromadzony przez lata bagaż emocjonalny. Z czasem napięcie staje się tak wielkie, że ktoś przypłaca je życiem.

Lucy Foley miała świetny pomysł osadzenia akcji w miejscu, które wskutek obfitych opadów śniegu momentalnie przemienia się z idyllicznej krainy magii w odciętą od świata zewnętrznego pułapkę. Autorka pozwoliła sobie również przeciągnąć na tyle, ile tylko się da, moment ujawnienia tożsamości ofiary. Dopiero mniej więcej w połowie książki poznajemy jej płeć, a pisarka dodatkowo igra z naszą wyobraźnią prowadząc dwie linie czasowe. Ze względu na fakt, iż narratorów jest pięcioro można jednak już na wstępie założyć, że jedno z nich okaże się mordercą lub denatem. Sprawnie wykreowany klimat zagrożenia niestety z czasem ustępuje miejsca infantylnej dramie, przez co w ostatecznym rozrachunku rażąco odstaje poziomem od postaci, z którymi przyszło nam dzielić czas spędzony na lekturze.

Są takie bohaterki, których nie można nazwać inaczej niż zołzy. Kiedy taką zołzę uczynimy zarówno katalizatorem nieprzyjemnych wydarzeń, jak i paradoksalnie spoiwem towarzystwa, raczej trudno oczekiwać, że cała sieć relacji nie stanie się toksyczna, a czytelnik nie zacznie po cichu marzyć o tym, aby ktoś w końcu sięgnął po nóż, młotek, strzelbę, cokolwiek. Zwykle ma nam być żal ofiary, ale w przypadku tej powieści moje odczucia względem sprawcy i ofiary są równie chłodne. Po prostu te osoby były siebie warte. W zasadzie w całej książce można wskazać jednego(!) sympatycznego antagonistę i aby to zrobić, trzeba wziąć sporą poprawkę na jego zdecydowanie niekryształową przeszłość. Niechęci sprzyja również telenowelowe „każdy (chciałby) z każdym” spychające wątek kryminalny na dalszy plan. Niezamierzenie bawiło mnie wprowadzenie postaci niemowlaka, który raz wymaga nieustannej opieki, a potem spędza samotnie prawie całego Sylwestra, kiedy dookoła huczy muzyka, a dorośli zalewają się w trupa.

Klimatycznie „Morderca jest wśród nas” miało potencjał na czytelniczy strzał w dziesiątkę, jednak decyzje fabularne zamiast dreszczy przyprawiały miejscami o wywrócenie oczami. Pozostaje liczyć, że planowane przeniesienie na ekran pójdzie bardziej w kierunku adaptacji i postawi na „rzucania się sobie do gardeł” niż „rzucanie się na siebie w celach erotycznych”.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Lucy Foley, „Morderca jest wśród nas”, Poznań, Wydawnictwo Filia, 2019 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat