W takiej scenerii aż chce się usłyszeć o zagadkowych morderstwach. Potrzeba jeszcze tylko bohatera i mamy świetny kryminał! Książka Adama Kuszpita, pt. „Morderca z Whitechapel” zapowiada się całkiem nieźle. Bohater jest, sceneria także, ale co z zagadką?
„Morderca z Whitechapel” opowiada historię Adama Kłosowskiego. Jest to robotnik z Łodzi, który wraz z żoną Pauliną i dziećmi, stara się o lepsze życie w Londynie. Już od pierwszych momentów czytelnik przyjmuje informację, że jest to człowiek, dla którego priorytetem jest dobro rodziny. Mężczyzna pracuje w fabryce, jego angielski jest na bardzo niskim poziomie, więc wszelkie informacje uzyskuje od swojego kolegi z pracy, który w Anglii przebywa dłużej niż on sam. Pewnego dnia dowiaduje się o tragedii. Doszło do brutalnego morderstwa kobiety lekkich obyczajów. Adam wie jedynie tyle, ile powiedział mu ów kolega – Piotr Koniecpolski. Na tym jednak nie koniec. Morderstwa się powtarzają, a Adam zostaje o nie oskarżony. I aresztowany.
Interesujący jest tu motyw żony głównego bohatera. W czasie, gdy Adam przebywa w areszcie, Paulina, kobieta prosta lecz jak się okazuje zaradna, zamiast siedzieć „z założonymi rękoma” postanawia działać. Z całych sił stara się wspierać męża w trudnych chwilach, pomóc mu poprzez rozmowę z Philem Rodgersem – dziennikarzem lokalnej gazety. Robi wszystko, co w jej mocy, aby poradzić sobie z utrzymaniem siebie i dwóch synów, co nie jest łatwe dla kobiety bezrobotnej, zajmującej się domem.
Ten dom, dla nich obu jest najważniejszy. Adam nie stara się rozgryźć zagadki. Dowieść swojej niewinności próbuje nie dlatego, że boi się kary. Ewidentnie widać, że głównym, a nawet jedynym powodem jest dobro rodziny. Wie, że dobrze jest tylko wtedy, kiedy są razem. Wie, że musi zrobić wszystko, aby wydostać się z aresztu. Nie jest to proste - cały czas stara się mu zaszkodzić Piotr Koniecpolski. Cały czas rzuca mu pod nogi kłody – nawet termin morderstwa był poważnie przemyślany. Podczas, gdy Adam przebywał w areszcie - morderstw zaprzestano. Adam wydostał się z braku dowodów – w nocy doszło do kolejnej tragedii, wstrząsającej połową Londynu. I po raz kolejny Adam trafia za kratki.
Co prawda, autor odkrywa przed czytelnikiem wszystkie karty – wiemy kto jest mordercą, wiemy kto wrobił Adama, sam Adam nawet wie. Łamigłówki brak – jedyne co trzyma akcję to chęć wyjaśnienia całej sprawy policji. Czytelnik ma prawo się znudzić. Jednak jest to specyficzny rodzaj kryminału, nad którym warto się pochylić. Warto spojrzeć na ludzkie charaktery. Te z fundamentalnymi zasadami moralnymi oraz te, które dążą jedynie do własnych korzyści – po trupach, rzecz jasna. I to nie tylko, jak się okazuje, kobiet lekkich obyczajów.
Agnieszka Długosz
(agnieszka.dlugosz@dlalejdis.pl)
Adrian Kuszpit, „Morderca z Whitechapel”, Gdynia, Novae Res, 2013
Komentarze