„Morderstwa nad Shadow Creek” – recenzja

Recenzja książki „Morderstwa nad Shadow Creek”.
Czasami najbardziej traumatyczne przeżycia są w stanie pogodzić nas nawet z największym wrogiem. Zwłaszcza, gdy pomaga on nam walczyć o życie nasze i naszych bliskich…

Valerie tuż przed czterdziestymi urodzinami dowiaduje się, że mąż planuje zostawić ją dla innej kobiety. Nie pociesza jej myśl, że kobietą tą jest piękna, zgrabna i inteligentna, a dodatkowo – młodsza od niej o wiele lat – Jennifer. Jeszcze mniej jest ucieszona, gdy były mąż dzwoni i prosi ją o zawiezienie ich córki, Brienne, i jej nowej macochy do znanego im ze wspólnych wyjazdów hotelu w górach. Ostatecznie w samochodzie lądują nie tylko one trzy, ale również bardzo ekscentryczna, wiecznie ubrana na czarno Melissa i wymuskany, humorystyczny gej James – przyjaciele Valerie, którzy zaplanowali dla niej wiele ciekawych rzeczy na czterdzieste urodziny. Niestety, wskutek wielu nieporozumień, wzajemnej niechęci i nastoletniego buntu, zamiast zabawy uczestnicy wyjazdu będą borykać się z o wiele bardziej emocjonującymi zdarzeniami, które zdecydują o ich życiu i śmierci…

Na początku muszę stwierdzić, że jestem zdecydowanie zagorzałą fanką Joy Fielding. Być może byłabym w stanie wskazać bardziej mroczną i lepiej uwikłaną intrygę albo bardziej krwawe zbrodnie – jednakże zdecydowanie to Fielding jest mistrzynią akcji, która trwa tylko kilka dni, jest opisana w jednej książce i jednocześnie w żaden sposób nie nuży. Tak jest również z „Morderstwami nad Shadow Creek”, których sam tytuł przypomina klasykę kanonu kryminalnego w połączeniu z atrakcyjnym, wciągającym thrillerem. I nie jest to zdecydowanie skojarzenie bezpodstawne.

Autorka doskonale pokazała sytuację z punktu widzenia różnych osób. Na początku największą tragedią zdaje się być usadzenie w jednym samochodzie opuszczonej przez męża Valerie i jej zupełnie różnej z charakteru i wyglądu rywalki, młodej kochanki eksmęża, Jennifer. Z czasem jednak odczuwamy coraz mocniej, że żadna z tych kobiet nie jest bardziej przegrana czy wygrana niż ta druga. Następnie mamy walkę o względy nastoletniej Brienne, która w okresie typowego buntu nastolatki z jednej strony zajmuje się swoją dokładnie uknutą siecią kłamstw, jakimi karmi matkę, a z drugiej zaś widzi zdecydowanie więcej, niż wszystkim się wydaje. Humorystyczny akcent dodany przez parę przyjaciół Valerie doskonale uzupełnia całą powieść, czyniąc ją momentami zabawną, a przede wszystkim – porywającą. Zwłaszcza, gdy do głosu dochodzi wątek sensacyjny.

Jak zawsze Joy Fielding udało się stworzyć książkę, którą czyta się dosłownie w jedno popołudnie. Pomieszanie wątku obyczajowego z emocjonalnością oraz elementami thrillera doskonale kształtuje nastrój, oddawany już przez sam tytuł książki. Choć nie ma tutaj skomplikowanych wątków kryminalnych, to czytelnika czeka kilka momentów zaskoczenia, a wszechogarniające zło i proste okrucieństwo wydają się przemawiać silniej niż najbardziej wymyślne tortury i intrygi. To zdecydowanie książka, którą czyta się jednym tchem.

Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)

Joy Fielding, „Morderstwa nad Shadow Creek”, Warszawa, Wyd. Świat Książki, 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat