Jako osoba, która kryminał ma za swój ulubiony gatunek, chętnie wybieram powieści w tej tematyce z nastawieniem, że być może uda mi się zgadnąć, kto jest mordercą, nim dotrwam do ostatniej strony. To jednak nie był ten przypadek – w „Morderstwie na kempingu” nie umiałam ocenić, kto zabił, ale mogę to złożyć na karb kilku czynników.
Choć powieść utrzymana jest w prostocie i naturalności przedstawiania świata, to tempo całości, jak i przedstawiania bohaterów nieco mnie zdumiało. Krótkość niektórych rozdziałów nie jest niczym nowym, jednak naprawdę szybkie posuwanie akcji do przodu sprawiało, że nie tylko nie było okazji bliżej poznać bohaterów i relacji, jakie się między nimi zawiązują, jak właśnie spróbować przypatrzeć im się i zacząć kogoś podejrzewać.
Autorka wyraźnie miała plan na to, jak poprowadzić śledztwo, do jakich ślepych zaułków doprowadzić Sztuka, głównego bohatera, lecz kiedy jako czytelnik do nich docierałam, wolałabym mieć chwilę na wzięcie oddechu i uporządkowanie sobie w głowie tego, co do tej pory się wydarzyło, do segregacji informacji i przyjrzeniu się możliwościom tego, kto jest sprawcą.
Taka dynamika sprawiła, że czułam się jak gap w tłumie, który ma jedynie przez sekundę styczność ze sprawą i ona się kończy. Uczucie to potęgowało wprowadzanie bohaterów epizodycznych na jeden rozdział lub kilka akapitów – aż zastanawiałam się, czy naprawdę warto, czy historia by jednak nic nie straciła, gdyby się w ogóle nie pojawili.
Muszę jednak przyznać, że Renata Furman zdołała zbudować napięcie, jak i ukazać smutek, który jako czytelnik mogłam współdzielić. Do tego sprawne i szczegółowe opisy miejsc zbrodni i te elementy wyszły jak najbardziej dobrze.
Może „Morderstwo na kempingu” nie do końca spełnia moja oczekiwania jako fana gatunku, niemniej lektura była przyjemna, będę w przyszłości brała tę autorkę pod uwagę, szukając kolejnych pozycji dla siebie.
Marta Osadnik
(marta.osadnik@dlalejdis.pl)
Renata Furman, „Morderstwo na kempingu”, Gdynia, Novae Res, 2022
Komentarze