Taki dialog ma miejsce między dwójką głównych bohaterów w jednej z początkowych scen „Morderstwa w księgarni” Merryn Allingham i trzeba przyznać, że autorka postarała, się, aby doceniło ją grono wielbicieli literatury, nie tylko kryminalnej. Mamy staroświecką, podupadającą księgarnię o ujmująco-ironicznej nazwie All’s Well; zdeterminowaną, wścibską bibliotekarkę; izolującego się od świata pisarza powieści z dreszczykiem i powiązaną tematycznie tajemnicę, z jaką łączyć się będą dwa zgony, a wszystko to zamknięte w stylizowanej, intensywnie niebieskiej oprawie.
Pierwszy trup zostaje odkryty przez naszych protagonistów Florę Steele i Jacka Arringtona, jednak krótko po fakcie mężczyzna ulatnia się z miejsca, zdaniem policji, wcale-nie-zbrodni. Nasi bystrzy funkcjonariusze stwierdzają bowiem, że zawał u 21-latka nie jest czymś wymagającym śledztwa, a że mamy rok 1955, niewiele więcej można w tej sytuacji zrobić. Sprawa byłaby zamknięta, gdyby nie fakt, iż mieszkańcy Abbeymead (fikcyjne miasteczko w Sussex, w rzeczywistości nazwa przedmieść Gloucester w Glaucestershire) zaczynają rozsiewać plotki na temat All’s Well, przez co obroty spadają do niemalże zerowego poziomu.
Aby uchronić nie tylko własne źródło dochodu, ale przede wszystkim darzoną sentymentem schedę po ciotce, Flora postanawia rozwikłać zagadkę na własną rękę. Przez „własną rękę” mam na myśli zmuszenie do pomocy zbiegłego Arringtona, którego, co prawda, Flora trochę irytuje, gonią terminy, a jak na złość cierpi na brak weny twórczej, ale z czasem dostrzega, że ta prawdziwa zbrodnia może być szansą na jej rozbudzenie.
Mimo iż zarys niekoniecznie to sugeruje, „The Bookshop Murder” otwiera serię przygód Flory i Jacka, chociaż bez wątpienia to ona grać w niej będzie pierwsze skrzypce. Na stronie autorki można znaleźć tytuły czterech kolejnych tomów i jeśli polski wydawca postanowi wydać je wszystkie, myślę, że w tym przypadku nie będzie można czytać ich wyrywkowo. „Morderstwo w księgarni” przedstawia nam bohaterów, zarysowując w znaczącym stopniu ich przeszłość i romantyczne zawirowania. Na większy rozwój postaci przyjdzie pora, póki co można przede wszystkim dostrzec, że wbrew humorystyczno-kąśliwym tekstom są dość osamotnieni. Oczywiście, w przypadku duetu trudno nie zakładać, że autorka nie będzie pogrywać ze schematem będą-czy-nie-będą-razem. Póki co, na szczęście, możemy jedynie obserwować, jak ich charaktery się ścierają, prowadząc nas przez może nie rwącą nerwy na strzępy, ale sympatyczną, dobrze napisaną i nieprzeładowaną historię z lekką nutą retro (nie zaszkodziłoby ją pogłębić).
Nie każdy kryminał musi mrozić krew w żyłach, ważne aby spełniał stawiane mu oczekiwania, jakie możemy mieć po zobaczeniu okładki i zapoznaniu się z blurbem. „Morderstwo w księgarni” zaliczam do kategorii rozrywki lekkiej, łatwej i przyjemnej – w sam raz do zabrania do walizki na wakacje albo odstresowania po trudnym dniu jesienią, bo wtedy aura za oknem będzie idealnie współgrać z atmosferą skąpanej deszczem Anglii.
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
Merryn Allingham, „Morderstwo w księgarni”, Wydawnictwo Mando, Kraków, 2023r.
Komentarze