„Morderstwo ma motyw” to kryminał napisany w 1947 roku. Z tego powodu od razu czuje się w nim specyficzny klimat powieści pisanych w tamtym okresie. Nie znajdziemy tu zatem hektolitrów krwi, przerażających opisów zbrodni, przekleństw, które sypią się z ust głównych bohaterów, czy szybkiej akcji. W zamian otrzymamy natomiast niepozornego detektywa – amatora, wielu podejrzanych, mnóstwo nieodkrytych tajemnic i obrazowe, a przez to dość drobiazgowe, opisy postaci, a nawet natury.
Malownicze angielskie miasteczko Dalmering wita głównego bohatera niespodziewaną śmiercią jednej z organizatorek spektaklu o tytule „Morderstwo ma motyw”. Mordecai Tremaine, jako pasjonat ludzkiej natury i wielbiciel zagadek, nie może przejść obok tej sprawy obojętnie. Razem z nim zatapiamy się więc w nieznany świat, sielankowego z pozoru, miasteczka Dalmering. Okazuje się, że jego mieszkańcy skrywają wiele tajemnic, a kiedy te mogą wyjść na jaw, z ich twarzy znika przyjacielski uśmiech.
Francis Duncan myli tropy, mnoży poszlaki, daje niejednoznaczne wskazówki. Rozwiązanie zagadki nie jest wcale takie oczywiste. Ilość bohaterów, których musimy poznać, początkowo przytłacza czytelnika. W momencie kiedy jednak już się z nimi zaprzyjaźnimy, zaczynamy dotrzymywać tempa głównemu bohaterowi. Nie jest to wprawdzie łatwe, bo Mordecai Tremaine jest mistrzem w swoim fachu i czytelnikowi ciężko wyprzedzić jego ścieżkę dedukcji.
Miłośnicy brytyjskiego, klasycznego kryminału znajdą w powieści „Morderstwo ma motyw” wszystko czego szukają. Ci, którzy gustują w wartkiej akcji mogą czuć się zawiedzeni. Dla mnie była to wspaniała przygoda i możliwość sprawdzenia umiejętności detektywistycznych, zwłaszcza że Jane Marple i Poirot są dla mnie ikonami gatunku. Tuż za nimi plasuje się teraz Mordecai Tremaine.
Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)
Francis Duncan, "Morderstwo ma motyw", Poznań, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2019
Komentarze