Morderstwo, magia i kryminalna zagadka

Recenzja książki Rzeczy niekształtne.
Męskie prostytutki, ciemne zaułki portowej dzielnicy, życie na granicy prawa i łatwa śmierć. W śledztwie, w którym bierze udział Connor Grey, nawet zbyt łatwa.

W dzielnicy zwanej Weird, zgodnie z nazwą gromadzi się wszystko co dziwne i niecodzienne. Tu żyją nieludzie zwani fata –  elfy, chochliki, wróżki, a nawet krasnoludy. Tu kupimy wszelkie talizmany i eliksiry, tu znajdziemy najbardziej egzotyczne artefakty i narkotyki. To dzielnica, która w dzień śpi, a po zmroku ożywa życiem obskurnych nocnych barów i właśnie wtedy znajdziemy tu wszystko to, co jednocześnie odstręcza i przyciąga.

Żeby trafić do Weird trzeba być na dnie, a nawet na całkowitym dnie. Dlatego Connor Grey, druid, który stracił moc, a co za tym idzie pracę, wszelkie przywileje, którymi hojnie obdarzało go życie i całą władzę, którą niegdyś posiadał, świetnie tu pasuje. Mieszka w ruderze, w najgorszej dzielnicy miasta, wypija hektolitry kawy, a jednym, co odciąga go od użalania się nad sobą, są śledztwa, w które jako konsultanta angażuje go przyjaciel-glina Leo Murdock.

Co ciekawego może być w sprawie prowadzonej przez faceta, który stracił wszystkie magiczne umiejętności i ciągle gada o tym, jak mu źle? Jego jedynym uzbrojeniem jest zatknięty w bucie nóż, a z potyczki w ciemnym zaułku ratuje go była kochanka. Otóż wszystko, bo najostrzejszą bronią jaka mu pozostała jest intelekt, a przecież gdyby szło mu zbyt łatwo, nie byłoby zabawy.

Mark del Franco serwuje to, co najlepsze w obydwu gatunkach – fantastyce i kryminale, co daje efekt, dobrego, krwistego (dosłownie i w przenośni) urban fantasy. I tak w stworzonym przez autora świecie nieludzie zamieszkujący Weird bronią się przed ludzkimi rasistami, elfia sztuka uchodzi za najlepszą wśród koneserów, a bywa, że faerie, zostają męskimi prostytutkami. Śledztwo w sprawie morderstw tych ostatnich prowadzi ludzki glina, a Connorowi pomagają jego osobisty chochlik i potężna druidka.

Trudno w recenzji kryminału zachwalać treść książki i równocześnie się nie wygadać. Zdradzę tylko, że jest dużo krwi, dobre pościgi i potężna, zakazana magia – mi wystarcza, żeby książka wciągnęła bez reszty. No i to miasto z gatunku moich ulubionych, mroczne, niebezpieczne i fascynujące niczym Sin City. Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy.

Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)

Mark del Franco, „Rzeczy niekształtne”, Fabryka Słów, Lublin 2011


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat