Morderstwo w miejscu kultu

Recenzja książki "Szlak kości".
Niegościnne bagna to tereny, które z pewnością nie zachęcają do zamieszkania. Okazuje się jednak, że mogą stanowić idealne miejsce do morderstwa.

Pani archeolog z nadwagą (za co chwała autorce, bo przy tylu idealnych głównych bohaterkach kryminałów, to naprawdę miła odmiana) ma poukładane życie. Z wyboru singielka, mieszka z dwoma kotami w pobliżu bagien, w jednym z trzech starych domów i wykłada na uniwersytecie. Wiedzie więc zwykłe życie nowoczesnej niezależnej kobiety, tylko czasem z sentymentem wspominając stare czasy i dawną miłość. W to ustabilizowane życie pewnego dnia wtargnął jednak nieco arogancki, ponury pan policjant i jak można się łatwo domyśleć, od tamtej pory nic już nie było takie jak przedtem.

Przyznam, że pobudki, dla których Ruth, główna bohaterka „Szlaku kości” została wciągnięta w rozwiązywanie zagadki porwań małych dziewczynek są dla mnie dość niejasne. Gdy w okolicy jej domu znajdują pierwsze (a więc z pewnością będzie ich więcej) kości dziecka, prowadzący śledztwo w sprawie zaginionych dziewczynek inspektor, zwraca się właśnie do niej o pomoc. Fakt ten pozwoliłam sobie jednak wytłumaczyć na własny użytek wyraźnymi brakami w kadrach policji na wschodnim wybrzeżu Anglii. Ponieważ nasza bohaterka bardzo dobrze wywiązała się z powierzonego zadania ekspertyzy kości (okazuje się, że szczątki te pochodzą z epoki żelaza, co nie oznacza jednak, że nie mają związku ze sprawą), tym bardziej dziwi nagłe, samowolnie dokonane przez inspektora, poszerzenie jej zakresu kompetencji i stopniowe wprowadzanie jej w tajniki śledztwa, które tamtejsza policja prowadzi już od 10 lat.

Na szczęście mój brak zrozumienia dla rozwiązań zastosowanych przez Elly Griffiths na początku nie miał przełożenia na wciągnięcie się w fabułę „Szlaku kości”. Przez specyficzny dobór miejsca akcji – tereny bagniste, moczary, miejsce pradawnych rytuałów i bliskość morza – kryminał ten z pewnością zyskuje swój unikatowy klimat. Połączenie współczesności z pradawnymi zwyczajami, przeplatanie tych dwóch światów, wywołuje poczucie konieczności nadania  nowej jakości sprawie, którą prowadzi ta niecodzienna para śledczych. Autorka książki bardzo dobrze wykorzystuje ten krajobraz i prowadzi czytelnika tak, że lektura, niczym owe bagna, może wciągnąć bez reszty. Bez wahania mogę dodać, że wpływ na to ma także wręcz surowy styl, w jakim „Szlak kości” został napisany.

Rozpoczynając lekturę „Szlaku kości" ze zdumieniem zauważyłam, że jest on pisany w czasie teraźniejszym. Oczywiście, nie jest to zabieg niespotykany, jednak na tyle rzadki, że przez dobrą połowę książki miałam problemy z przestawieniem się na taką formę opisu. Być może dzięki temu i żywym opisom autorki miałam wrażenie, że tak naprawdę nie czytam książki, a oglądam film (co odważniejsi będą mogli się zapewne poczuć, jakby byli naocznymi świadkami rozgrywającej się akcji).

Samej fabule, pomimo pewnych nieprzemyślanych rozwiązań (bo jakoś ciężko mi uwierzyć, że przez 10 lat policja nie wpadła na tropy, które tak szybko posuwa główna bohaterka), nie mam nic do zarzucenia.  Książka ta jest interesująca i w związku z tym z pewnością zasługuje na uwagę miłośników gatunku.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Elly Griffiths, „Szlak kości”, Wydawnictwo Literackie 2011

Pani archeolog z nadwagą (za co chwała autorce, bo przy tylu idealnych głównych bohaterkach kryminałów, to naprawdę miła odmiana) ma poukładane życie. Z wyboru singielka, mieszka z dwoma kotami w pobliżu bagien, w jednym z trzech starych domów i wykłada na uniwersytecie. Wiedzie więc zwykłe życie nowoczesnej niezależnej kobiety, tylko czasem z sentymentem wspominając stare czasy i dawną miłość. W to ustabilizowane życie pewnego dnia wtargnął jednak nieco arogancki, ponury pan policjant i jak można się łatwo domyśleć, od tamtej pory nic już nie było takie jak przedtem.

Przyznam, że pobudki, dla których Ruth, główna bohaterka „Szlaku kości” została wciągnięta w rozwiązywanie zagadki porwań małych dziewczynek są dla mnie dość niejasne. Gdy w okolicy jej domu znajdują pierwsze (a więc z pewnością będzie ich więcej) kości dziecka, prowadzący śledztwo w sprawie zaginionych dziewczynek inspektor, zwraca się właśnie do niej o pomoc. Fakt ten pozwoliłam sobie jednak wytłumaczyć na własny użytek wyraźnymi brakami w kadrach policji na wschodnim wybrzeżu Anglii. Ponieważ nasza bohaterka bardzo dobrze wywiązała się z powierzonego zadania ekspertyzy kości (okazuje się, że szczątki te pochodzą z epoki żelaza, co nie oznacza jednak, że nie mają związku ze sprawą), tym bardziej dziwi nagłe, samowolnie dokonane przez inspektora, poszerzenie jej zakresu kompetencji i stopniowe wprowadzanie jej w tajniki śledztwa, które tamtejsza policja prowadzi już od 10 lat.

Na szczęście mój brak zrozumienia dla rozwiązań zastosowanych przez Elly Griffiths na początku nie miał przełożenia na wciągnięcie się w fabułę „Szlaku kości”. Przez specyficzny dobór miejsca akcji – tereny bagniste, moczary, miejsce pradawnych rytuałów i bliskość morza – kryminał ten z pewnością zyskuje swój unikatowy klimat. Połączenie współczesności z pradawnymi zwyczajami, przeplatanie tych dwóch światów, wywołuje poczucie konieczności nadania  nowej jakości sprawie, którą prowadzi ta niecodzienna para śledczych. Autorka książki bardzo dobrze wykorzystuje ten krajobraz i prowadzi czytelnika tak, że lektura, niczym owe bagna, może wciągnąć bez reszty. Bez wahania mogę dodać, że wpływ na to ma także wręcz surowy styl, w jakim „Szlak kości” został napisany.

Rozpoczynając lekturę „Szlaku kości" ze zdumieniem zauważyłam, że jest on pisany w czasie teraźniejszym. Oczywiście, nie jest to zabieg niespotykany, jednak na tyle rzadki, że przez dobrą połowę książki miałam problemy z przestawieniem się na taką formę opisu. Być może dzięki temu i żywym opisom autorki miałam wrażenie, że tak naprawdę nie czytam książki, a oglądam film (co odważniejsi będą mogli się zapewne poczuć, jakby byli naocznymi świadkami rozgrywającej się akcji).

Samej fabule, pomimo pewnych nieprzemyślanych rozwiązań (bo jakoś ciężko mi uwierzyć, że przez 10 lat policja nie wpadła na tropy, które tak szybko posuwa główna bohaterka), nie mam nic do zarzucenia.  Książka ta jest interesująca i w związku z tym z pewnością zasługuje na uwagę miłośników gatunku.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Elly Griffiths, „Szlak kości”, Wydawnictwo Literackie 2011


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat