Na czym tak naprawdę polega przyjaźń i jak długo trwa proces jej budowania? Odpowiedzi na te pytania próbuje znaleźć Jolanta Mausch w swoim literackim debiucie o enigmatycznym tytule „Motylek”.
Do małego miasteczka wprowadza się Magda, młoda pani psycholog. Obejmuje posadę w Domu Dziecka i zajmuje połowę starego domu z pięknym ogrodem. Właścicielem drugiej części jest, niewiele starszy od kobiety, Piotr, artysta plastyk, który przed światem kryje tajemnicę, dręczącą go od lat. Mężczyzna, przyzwyczajony do samotności i tego, że ludzie omijają pokiereszowanego, kulejącego pijaka z psem, nie jest szczęśliwy z powodu obecności sąsiadki – od dłuższego czasu unika towarzystwa ludzi, kryjąc uczucia pod maską gruboskórnego samotnika. Chcąc nie chcąc musi jednak zaakceptować fakt, że Magda jest dociekliwa i lubi zadawać niewygodne pytania, a w dodatku nie traktuje go inaczej z powodu blizny na twarzy. Między bohaterami powoli i w bólach rodzi się przyjaźń, a potem miłość. Piotr opowiada Magdzie o swojej pasji - tworzeniu, a ona pokazuje mu, że otwarcie się na drugiego człowieka nie musi wiązać się z odrzuceniem i cierpieniem.
Piotr i Magda, postaci wykreowane przez Jolantę Mausch, nie są jednoznaczne, jednowymiarowe. To zwykli ludzie, z problemami i codziennymi troskami, z małymi radościami, nadgorliwymi rodzicami, słowem - tacy jak my. Czytelnik jest świadkiem metamorfozy, starcia z szarościami – zwłaszcza Piotr podejmuje trud walki z demonami swojej przeszłości, przy pomocy Magdy, która niczym dobry anioł czuwa nad nim z drugiej części domu. To właśnie ona pomaga mu zebrać szkiełka jego życia i przeszłości oraz ułożyć z nich piękne skrzydła motyla, na których mężczyzna może polecieć w przyszłość. Jednocześnie Magda, a także bliscy Piotra uczą się, że niczego nie należy przyspieszać i robić na siłę, bo może to przynieść wyłącznie opłakane skutki.
Autorka zastosowała ciekawy zabieg kompozycyjny – przed fabułą pojawiają się wyrwane z kontekstu dialogi. Jakiś Piotr prosi kobietę o spisanie jego historii, z kontekstu wywnioskować można by było, że ów mężczyzna jest duchem. Dopiero na samym końcu powieści pojawia się kolejny dialog, który jednocześnie wyjaśnia użycie urywków rozmowy na początku, jak i w zaskakujący sposób kwituje całą fabułę.
Debiut literacki Jolanty Mausch to nie tylko ciepła historia o przyjaźni i miłości, to również powieść o walce z samym sobą, ucząca, że nie należy oceniać po pozorach. Autorka przypomina, że wygląd czy plotki nie mogą stanowić podstawy oceny drugiego człowieka, bo można go tym bardzo skrzywdzić i odebrać możliwość rozwinięcia skrzydeł. „W każdym z nas jest trochę z ćmy, a trochę z motylka. W każdym jest przecież trochę dobra i trochę zła, radości i smutku. Odwagi, ale i… lęku.”. Po „Motylka” sięgnęłam z przyjemnością, przeczytałam jednym tchem i mam nadzieję, że będę mogła w przyszłości zapoznać się z innymi książkami tej autorki. Wam również to polecam!
Ewa Mędrzecka
(ewa.medrzecka@dlalejdis.pl)
Jolanta Mausch, „Motylek”, Gdynia, Novae Res, 2013
Komentarze