Z Harlanem Cobenem nigdy nic nie wiadomo. Gdy już wydaje mi się, że mam przesyt jego książkami, że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, że rozgryzłam schemat jego historii, pojawia się coś nowego, co każe mi zweryfikować moje założenia. I właśnie tak było w przypadku książki "Mów mi Win".
Głównym bohaterem książki jest bogaty niczym Krezus, Windsor Horne Lockwood III, którego fani twórczości Harlana Cobena mieli okazję poznać w książkach z Myronem Bolitarem w roli głównej. Ja, choć nie czytałam wszystkich książek z tej serii, dwa razy natknęłam się na tajemniczego i kreowanego trochę na superbohatera, Wina. Bardzo się ucieszyłam, że własnie temu bohaterowi Harlan Coben postanowił poświęcić więcej czasu i miejsca otwierając nową serię thrillerów właśnie z bajecznie bogatym Winem w w roli głównej.
Zaczyna się, jak to zwykle u Cobena bywa, z przytupem. Na Manhattanie, w jednym z apartamentów, zostaje znalenione ciało mężczyzny, a wraz z nim niezwykle cenny obraz i walizka, która zdaje się należeć do Windsora Horne'a Lockwooda III. Szybko okazuje się, że lata temu przedmioty te zostały skradzione. Teraz nadeszła pora, by odnaleźć sprawcę i rozwiązać zawiłe tajemnice.
Harlan Coben przyzwyczaił już do tego, że wrzucając czytelnika w wir wydarzeń, nie pozwala ani na moment złapać tchu. Nie inaczej jest i tym razem. Win, nie stroniący od bardzo nieszablonowych wyborów, by osiągniąć swój cel, nie daje szans, by się sobą znudzić. Odkrycie jednego fragmentu układanki dostarcza kolejnych niewiadomych, więc nawet znając styl pisania Cobena, lektura książki "Mów mi Win" będzie dobrą, czytelniczą rozyrywką, z nieprzewidywalnymi wątkami.
Sam Win pozostaje takim, jakim mogliście go poznać w książkach o Myronie. Nieco tajemiczy, sarkastyczny i cyniczny, kierujący się sobie tylko znanym kodeksem honorowym. I choć w tej książce miałam okazję poznać go trochę lepiej jako człowieka, nie opuszczało mnie poczucie, że jest on postacią dość nierzeczywistą, trochę superbohaterem, trochę czarnym charakterem, zawsze gdzieś na krawędzi. Trudno było mi się z nim w jakiś sposób utożsamić, ale łatwo przyszło mi kibicowanie mu i śledzenie z zapartym tchem jego poczynań.
"Mów mi Win" jest pierwszą częścią nowej serii i to niedomknięcie historii widać chyba najwyraźniej w zakończeniu książki. To z pewnością nie będzie zakończenie akcji, które usatysfakcjonuje każdego, ale na pewno rozbudza apetyt na więcej. Mam tylko nadzieję, że te wątki, które w "Mów mi Win" pozostały otwarte, nie zostaną porzucone w kontynuacji.
"Mów mi Win" to dobry powrót Cobena. Możliwe, że ja się już bardzo za autorem stęskniłam i jestem nieobektywna, ale wydaje mi się, że ta pozycja trzyma poziom. Nie zaliczyłabym jej do najlepszych w dorobku pisarza, ale Win jako główny bohater zdecydowanie ma potencjał, nic więc nie stoi na przeszkodzie, żeby rozwinął skrzydła w kolejnych częściach.
AP
(biuro@dlalejdis.pl)
Harlan Coben "Mów mi Win" Wydawnictwo Albatros 2021
Komentarze