„Mówił na nią Słońce” – recenzja

Recenzja książki „Mówił na nią Słońce”.
„Mówili na nią słońce Bałtyku szary piach Zamieniał się w gorący podzwrotnikowy raj Mówili na nią słońce i wzdychał w tobie blues Tak jasne były noce jakby zabrakło chmur Mówili na nią słońce”. (Rozzi Rozmus)

„Mówił na nią Słońce” to jedna z ostatnich powieści Natalii Waszak-Jurgiel, w której mamy możliwość powrócić do uniwersum znanego z tytułu „O smaku brzoskwiniowej kawy”. Niestety nie miałam możliwości przeczytania tej książki, jednak myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie, bym zrobiła to teraz, świeżo po lekturze „Mówił na nią Słońce”. Z tego, co zauważyłam, obie historie nie łączą się ściśle ze sobą, przedstawiają historię innych bohaterów, jednak w obrębie tej samej grupy przyjaciół. W nowszym tytule poznajemy losy Igi i Michała, odwiecznych przyjaciół, którzy nagle zostali postawieni w trudnej dla obojga sytuacji. Mężczyzna bierze udział w wypadku, na skutek, którego traci wszystkie wspomnienia w jakikolwiek sposób związane z najbliższą przyjaciółką. Gdy odzyskuje przytomność, kompletnie nie poznaje stojącej przy jego łóżku dziewczyny, z którą do tej pory łączyły go zażyłe stosunki.

Od tego momentu rozpoczynają się zmagania bohatera z własnym umysłem, który za wszelką cenę utrudnia Michałowi odtworzenie przeszłości. Z jednej strony to zabawne, zwłaszcza że bohaterowie stanowili naprawdę zgrany duet, który niejednokrotnie wycinał komiczne numery znajomym. Z drugiej, Iga przeżywa naprawdę trudny okres — musi zmagać się z odtrąceniem Michała, który za nic nie potrafi przypomnieć sobie łączącej ich więzi. Jak to ujmuje autorka, mamy do czynienia zarówno z komedią romantyczną, jak i dramatem, w zależności z czyjej perspektywy na to patrzymy. Zupełnie jak w życiu, gdzie interpretacja poszczególnych wydarzeń jest inna, zależna od osobistych uczuć jednostki.

„Mówił na nią Słońce” to historia pełna niedomówień. Natalia Waszak-Jurgiel niejednokrotnie rozbudza naszą ciekawość przez urwanie jakiejś opowieści w newralgicznym momencie. Co prawda jej rozwinięcie pojawia się w trakcie dalszej lektury, jednak zanim do tego dojdzie, czytelnik trzymany jest w niepewności. Rzecz się tyczy pomniejszych wydarzeń, ale też i Igi, której sytuacja nie jest nam do końca znana. Zdajemy sobie sprawę, że coś zostało niedopowiedziane, jednak aż do ostatniej strony powieści nie mamy pojęcia co. Odnosimy wrażenie, że jest to ważne, mimo to długo kręcimy się w kółko, snując różne teorie i domysły. To jest właśnie w tej historii piękne, że nie otrzymujemy wszystkiego podanego na tacy, tylko wspólnie z głównym bohaterem — Michałem — krok po kroku odkrywamy przeszłość. Autorce udało się wiernie odtworzyć towarzyszące tej postaci poczucie zagubienia i niepewności. Świetnie oddała również lęk mężczyzny przed odrzuceniem. Wypadek, który stał się jego udziałem, znacząco wpłynął na  jego postrzeganie rzeczywistości, diametralnie zmienił uczucia bohatera.

Do tej pory nie miałam okazji poznać pióra autorki, jednak „Mówił na nią Słońce” wyraźnie zachęca, by to zmienić. Myślę, że uczynię to przy najbliższej, nadarzającej się okazji.

Katarzyna Jabłońska

Natalia Waszak-Jurgiel, „Mówił na nią Słońce”, Wydawnictwo Novae Res, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat